Kai
To był najlepszy plan na jaki kiedykolwiek mogłem wpaść. Zaraz po szkole wysłałem krótkiego smsa do Lu, że po 18 ma być u mnie, przy okazji po drodze wpadając do kuzynki i prawie siłą wydzierając jej mundurek, w końcu obiecałem jej oddawać moje kieszonkowe przez miesiąc i się zgodziła, przy okazji zabrałem mały bonus, który przyda się do wypełnienia planu. Luhan jest drobnej postury, więc ubranie powinno idealnie na nim leżeć. Yoona, tak ma na imię, chciała koniecznie wiedzieć po co mi jej mundurek, byłbym w stanie jej powiedzieć, ale wiedziałem, że Luhan jej się kiedyś podobał, więc pewnie chciałaby pójść ze mną, dlatego tylko się uśmiechnąłem i wyszedłem.
Zostało tylko 15 minut, powiesiłem strój na wieszaku i poszedłem coś zjeść. Zrobiłem sobie kanapki z masłem orzechowym, właściwie tylko to było, mama dużo pracuje i nie ma czasu by robić zakupy, chociaż zostawia pieniądze bym nie głodował, ale ja mam ważniejsze wydatki. Spojrzałem na zegarek, była prawie 18, a jego wciąż nie było, na szczęście moja mama wraca dopiero po 22, więc mamy sporo czasu.
Ktoś zapukał do drzwi, w chwili, w której skończyłem jeść, wiedziałem, że to Luhan. Otworzyłem i uśmiechnąłem się w jego kierunku, zapraszając gestem dłoni.
- Nie śpieszyło ci się - powiedziałem.
- Nie ma do czego - prychnął, wieszając kurtkę na wieszaku.
- Na górę - wskazałem schody i zacząłem wchodzić, patrząc przy tym, czy Luhan czasem się nie rozmyślił i nie próbuje uciec, teraz za późno.
Luhan rzucił się na moje łóżko padnięty, a ja wyciągnąłem strój i rzuciłem na niego.
- Zakładaj.
Chłopak podniósł się i obejrzał dokładnie mundurek, widziałem jego zniesmaczoną minę, wyglądał nawet jakby chciał zrezygnować, ale chyba się rozmyślił.
- Idę do łazienki - rzucił krótko, ale go zatrzymałem.
Wyjąłem z kieszeni specjalny bonus i rzuciłem Luhanowi na twarz.
Lu zdjął materiał z twarzy i rzucając go pod moje nogi odskoczył.
- NIGDY! - krzyknął, na co zacząłem się śmiać.
Gdy moja noona wyszła na chwilę z pokoju, zacząłem grzebać w jej szafce na bieliznę, nie pytajcie, znalazłem wtedy jej czarne stringi w koronkę, były tak urocze, na dodatek z uroczymi kokardkami, nie mogłem tego nie wziąć.
- Cały strój to cały - znów rzuciłem materiał w jego kierunku, na co odskoczył.
- PRZESADZASZ! - zaczął krzyczeć, ale ja nie zwracałem na niego uwagi, położyłem się na łóżku i zacząłem przeglądać instagrama.
- To nici z planu... - powiedziałem, tak jakby mnie to nie obchodziło.
- Jesteś podły - syknął i wziął ze sobą majtki. Luhan jest zbyt łatwy.
~
Niecierpliwie siedziałem na łóżku i czekałem, aż Luhan w końcu się zjawi, coś długo zajmowało mu przebranie się, zacząłem się nawet martwić, że uciekł, ale zaraz odgoniłem od siebie takie myśli, wiem, że zrobi wszystko dla tego palanta, aż czasem mnie to przeraża.
Usłyszałem cichy skrzyp drzwi i zwróciłem tam swój wzrok. Właśnie w tamtym momencie moje oczy się zaświeciły, a mój kolega w spodniach zaczął delikatnie twardnieć.
Luhan zamknął za sobą drzwi i popatrzył na mnie z tą swoją słodką, niewinną miną, przez co jeszcze bardziej się podniecałem.
Miał na sobie, zdecydowanie za krótką, czarną spódniczkę, przez co mogłem wpatrywać się w jego blade, aksamitne uda. Na swoich chudych nóżkach miał białe zakolanówki, przez co wyglądał jeszcze lepiej w połączeniu z pastelowym sweterkiem, zarzuconym na białą koszulę.
Wstałem z wrażenia i wpatrywałem się w niego jak w obrazek, marzyłem w tej chwili o jednym i chyba wszyscy wiedzą o czym.
- Co się gapisz?! - syknął i zakrył twarz dłońmi z zażenowania.
- Bo mam na co - uniosłem brwi i wyjąłem z szuflady opaskę z kocimi uszami, które również pożyczyłem od Yoony.
Luhan nie protestował, gdy zakładałem ją na jego lekko rozczochrane włosy.
- Teraz jest idealnie - nie mogłem się powstrzymać i ciągle wpatrywałem się w jego szczupłe uda. - Przejdź się po pokoju - rzuciłem.
- Miałem tylko się przebrać, a nie odwalać ci pokaz mody - zmarszczył brwi i założył ręce na klatce piersiowej. - plus zgodziłem się na bieliznę, która nie jest wygodna i to na głowie - zaczął krzyczeć, aż zrobił się cały czerwony.
Gdy powiedział, że jednak ma na sobie bieliznę, którą mu dałem, myślałem, że nie wytrzymam i rzucę się na niego, zdzierając z niego cały ten mundurek i... no wiecie.
- Jak chcesz - rzuciłem obojętnie i wiedziałem, że to podziała, bo już po chwili Luhan zaczął chodzić w tą i z powrotem po pokoju.
Nie mogłem się powstrzymać i wyciągnąłem telefon z tylnej kieszeni, włączając aparat by uwiecznić tę chwilę, nawet założyłem osobny folder na zdjęcia Luhana, mamy również kilka zdjęć razem, w sumie, znajdzie się tam kilka normalnych zdjęć.
W momencie, w którym Luhan się odwrócił momentalnie zablokowałem urządzenie i schowałem do tylnej kieszeni mając nadzieje, że nie zauważy.
Luhan spojrzał na mnie, tym swoim diabelskim spojrzeniem i za nim się obejrzałem pchnął mnie na łóżko i próbował wyjąc telefon z tylnej kieszeni, co nie było prostym zadaniem gdyż leżałem na plecach, a Lu siedział mi na biodrach próbując dostać się do mojej kieszeni, przez co obmacywał mnie po tyłku, w końcu uderzył mnie w klatkę piersiową z frustracji, że nie ma siły mnie podnieść.
- Usuń to! - krzyknął, znów waląc pięścią w moją klatkę.
- Za buziaka - wyszczerzyłem się, wskazując policzek.
Nie dostałem buziaka, przez co byłem smutny, Luhan uderzył mnie w policzek, co prawda nie bolało, ale liczyłem na buziaka.
Zszedł ze mnie i podążył w stronę drzwi.
- Gdzie idziesz? - zapytałem zawiedziony.
- Przebrać się - rzucił i trzasnął drzwiami.
~
Luhan się wkurzył, mocno. Nie odzywa się do mnie od wczoraj, czyli naszych małych przebieranek. Czekałem na niego rano, bo zazwyczaj razem idziemy do szkoły, ale on się nie zjawił, dlatego musiałem pójść sam, trochę się spóźniłem, zresztą jak zwykle, zdążyłem akurat na trzecią lekcje, nie jest źle. Jeszcze dwie lekcje i mam spotkanie z Byunem, przez co zaczęło mi się robić gorąco, a na koniec dnia ważny mecz, jeśli dostaniemy się dalej to będzie wielki sukces dla naszej szkoły.
Sam siebie zaskoczyłem, jeszcze nigdy tak bardzo nie byłem w coś zaangażowany. Jednak koszykówka stała się moją pasją i chcę za wszelką cenę wygrać dzisiejszy mecz.
~
W końcu, spotkam się z Baekhyunem, stęskniłem się za nim, nie tylko za jego tyłkiem, aż sam się dziwie. Miałem własnie wchodzić do łazienki, gdy zauważyłem Baekhyuna obmacującego się z Chanem, znowu. Zdenerwowany puściłem drzwi toalety i trzasnąłem tak mocno, by mnie usłyszeli.
Oderwali się od siebie, a wzrok Byuna powędrował w moją stronę, oczywiście był przestraszony, gdy zobaczył mnie czekającego przy drzwiach. Chanyeol za to uśmiechnął się w moją stronę i rzucił krótkie 'do zobaczenia na meczu', po czym pocałował Baekhyuna i odszedł.
Po chwili już byłem przy nim, przenikając go spojrzeniem.
- Niegrzeczny - syknąłem. - całujesz się ze swoich chłopaczkiem, a potem lecisz się pieprzyć ze mną - wyszczerzyłem się, a Baekhyun opuścił głowę.
- Chciałem właśnie o tym porozmawiać - podniósł głowę. - Musimy przestać.
Mój uśmiech zniknął.
- Żartujesz, prawda?
- Nie - odpowiedział szybko.
- Czemu? Nie odpowiada ci miejsce? Mam używać prezerwatyw? - nie mogłem tak łatwo dać mu odejść, nie teraz.
- Czuje się źle z tym, że okłamuje Chana.
Uderzyłem pięścią w najbliższą szafkę, na co niższy się wzdrygnął.
- Wcześniej ci to nie przeszkadzało.
- Nie mów mu, o tym, o nas - zaczął błagać, a ja nie mogłem mu odmówić.
- Będziesz na meczu? - spytałem, próbując odwrócić temat, choć nadal się we mnie gotowało.
- Tak, będę wam kibicować - uśmiechnął się blado, a ja wiedziałem, że przez 'wam', ukryty jest 'Chanyeol'
Nie odpowiedziałem, odszedłem zostawiając go samego, byłem wkurwiony i nie miałem najmniejszej ochoty pójść na ostatnie lekcje, więc po prostu skierowałem się w stronę drzwi wyjściowych.
~
Nie miałem daleko do domu, właściwie już po dłuższej chwili byłem w kuchni i przygotowywałem sobie kanapkę, mama jak zwykle była w pracy i pewnie wróci pod wieczór, rzadko kiedy jest w domu, może tylko w weekendy, kiedy ma wolne.
Rzuciłem się na kanapkę i wyjąłem telefon piszą wiadomość do Luhana
Do: Lu
Nadal obrażony?
Czekałem dość długo i nadal nie otrzymywałem odpowiedzi, nadal mu nie przeszło.
Do: Lu
Mam dziś mecz, potrzebuje twojego wsparcia. :(
Tak myślałem, że to na niego zadziała, bo już po chwili dostałem odpowiedź.
Od: Lu
Będę na meczu i tak, nadal jestem zły.
Odpisał, czyli nie jest tak źle jak zakładałem.
Od: Lu
A teraz daj mi spokój, mam lekcje, na których cię nie ma.
Uśmiechnąłem się, już druga wiadomość.
Do: Lu
Muszę wypocząć przed meczem ;]
Od: Lu
Jasne...
Rzuciłem telefon na ladę i włączyłem TV, mam jeszcze niecałe 6 godzin do meczu, wyrobie się.
Luhan
Na całe szczęście lekcje się już skończyły, co prawda bez Kaia to nie to samo, zawsze mogłem z kimś pogadać, czy nawet się pośmiać, zjawił się tylko na kilka lekcji i zniknął.
Wybiegłem z klasy jako pierwszy i skierowałem się prosto na boisko szkolne zająć jakieś dobre miejsce. Ludzi było pełno, zjawili się również uczniowie z innych szkół, na boisku wypatrzyłem Sehuna, który ćwiczył zaraz obok Chana, obok nich trenowała przeciwna drużyna.
Zacząłem się rozglądać w poszukiwaniu wolnych miejsc, obok ludzi z naszej szkoły, znalazłem nawet grupkę znajomych więc tam się skierowałem. Usiadłem obok Jungkooka i uśmiechnąłem się pogodnie, był w moim wieku, ale z innej klasy, nie znamy się zbyt dobrze, ale jednak kojarzymy, wiem, że jego chłopak gra w drużynie.
Rząd przede mną zauważyłem Baekhyuna, zdawał się być spięty i co chwilę się rozglądał, ale nie zawracałem sobie nim uwagi, tylko rozglądałem się w poszukiwaniu Jongina.
Na boisku było pełno ludzi, cheerleaderki, drużyna przeciwna, jak i nasi, ale również wierni fani Oh Sehuna, co mi się osobiście nie spodobało.
Nie mogłem nigdzie wypatrzyć Kaia, zacząłem się niepokoić i postanowiłem napisać do niego smsa.
Do: Jongin
Gdzie jesteś? Ja już na trybunach.
Mecz miał się zacząć za niecałe pół godziny, a go nadal nie było.
Wykręciłem jego numer, dopiero po trzecim sygnale usłyszałem głos.
- Halo?
- Gdzie jesteś?
- Co? - usłyszałem huk. - kurwa, zasnąłem, już tam biegnę. - po czym się rozłączył.
Schowałem telefon i zacząłem obserwować Oh. Miał na sobie białą, opiętą koszulkę, nie mogłem oderwać wzroku.
- Hej - poczułem szturchnięcie i spojrzałem w bok.
- Hej - odpowiedziałem niepewnie patrząc w stronę Jungkooka.
- Jesteś Luhan, prawda? - zapytał.
- Tak - uśmiechnąłem się. - a ty Jungkook? - wiedziałem, ale wolałem się upewnić.
- Tak - odwzajemnił uśmiech. - twój chłopak też gra? - zapytał, a ja zmarszczyłem brwi.
- Nie mam chłopaka - odpowiedziałem i zacząłem się nerwowo rozglądać za Kaiem.
- Oh, przepraszam, myślałem, że ty i Kai...
- Nie - przerwałem mu. - to tylko przyjaciel, a twój chłopak? - zapytałem ciekawy.
- Oh, Jimin, przyjaźni się z Kaiem.
- Przepraszam nie wiem, który to.
Jungkook wskazał palcem na boisku.
- To ten obok tego najwyższego, Krisa, czerwona koszulka - wskazał, a mi się przypomniało, że już gdzieś go kiedyś widziałem.
- Oh, kojarzę go.
- Jest naprawdę dobry - wyszczerzył się. - Zresztą Kai też, widziałem go na treningu.
- Pewnie, że są dobrzy - szturchnąłem go w ramię. - w końcu to drużyna.
Jungkook zaczął się śmiać, a ja znów rozglądałem się z Kaiem, zostało niecałe 10 minut, obie drużyny poszły się przebrać i mecz ma się zacząć, a tego kretyna nadal nie ma.
Tak jak myślałem, mecz się zaczął, obie drużyny ustawiły się na swoje miejsce. Mecz powinien się już zacząć, ale powstało małe zamieszanie, nasza drużyna próbowała przedłużyć i zaczekać na Jongina.
Wszyscy zaczęli szeptać, a przeciwna drużyna zaczęła się niecierpliwić. Niektórzy zaczęli schodzić z trybunów, a ja znów wykręciłem numer Kaia. Niestety, nie odbierał, a mecz zaczął się bez niego.
~
Kai
Wbiegłem do szatni najszybciej jak mogłem, po drodze zrzucając z siebie koszulkę i jeansy, otworzyłem szafkę i wrzuciłem ciuchy. Z torby wyciągnąłem dół od stroju i szybko ubrałem, wysypałem całą zawartość torby na ziemi i zacząłem szukać koszulki. Kurwa nie. Nigdzie jej nie było, a już słyszałem jak zabrzmiał gwizdek, oznajmiający początek gry. Nie pobiegnę teraz do domu, jest zbyt późno, kurwa.
- Szukasz czegoś? - usłyszałem nas sobą i zauważyłem Baekhyuna, który w dłoni trzymał koszulkę od stroju.
Wstałem i zilustrowałem go całego. Wyciągnąłem dłoń w stronę ubrania, ale Baek odsunął się.
- Co ty robisz? - zapytałem zdezorientowany. - mecz się zaczął, daj mi to! - rozkazałem.
Baek odrzucił koszulkę w kąt i przybliżył się do mnie, zanim zdążyłem zareagować poczułem jego miękkie wargi na swoich, tym razem to ja byłem przykuty do szafki, a Byun mnie bezkarnie obmacywał.
Zanim zaszło to za daleko, mój zdrowy rozsądek wrócił i przypomniałem sobie o meczu, odepchnąłem go i wziąłem koszulkę, szybko ją zakładając.
- Co jest z tobą nie tak?! - krzyknął łapiąc mnie za nadgarstek.
- Ze mną? - spytałem. - To z tobą jest coś nie tak, dziś rano mi odmówiłeś, a teraz przychodzisz tu, na dodatek nie wiem jakim cudem masz mają koszulkę i kleisz się do mnie, kiedy najważniejszy mecz w tym sezonie się zaczął! - krzyczałem i chciałem już wyjść, kiedy mnie zatrzymał.
- Zmieniłem zdanie! - krzyknął za mną.
Wyszczerzyłem się i odwróciłem w jego stronę.
- Zerwałeś z Chanyeolem? - zapytałem, a on spuścił głowę. - Jasne...
- To trudniejsze niż myślałem - spojrzał mi w oczy, znów tym swoim niewinnym spojrzeniem.
- Dobra, wiesz, że nie mogę ci odmówić.
Baekhyun uśmiechnął się i rzucił na szyję.
- Ale nie w łazience - powiedział, a ja spojrzałem na niego. - u mnie.
- A twoi...
- Spokojnie - przerwał mi. - Już wiedzą, że będziesz mi pomagać w matmie - puścił mi oczko. Sprytna bestia. - A teraz leć i pokaż im wszystkim.
Przy wyjściu spojrzałem ostatni raz na Baeka i ruszyłem w stronę boiska, trzeba pokazać kto tu rządzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz