sobota, 2 stycznia 2016

It's just my new boyfriend


Chanyeol
     - Może ten - wskazałem na jeden z wielu artykułów zaprojektowanych przez Minpyo.
     - Nie, nie - złapał się za głowę. - To zbyt przewidywalne. Wybierz ten jaśniejszy, popatrz na to ubarwienie i na tą młodą twarz. Choi Jin-hyuk przyciągnie wiele młodych ludzi.

     - Słyszałem, że jest dupkiem - odparłem, bez skrupułów. Usłyszałem prychnięcie.

     - Jesteś zazdrosny bo to jeden z lepszych koreańskich aktorów i wszystkie laski na niego lecą.

     Też mi coś, zadufany w sobie aktorzyna.

     - Przepraszam - usłyszałem głos za sobą. - Czeka na pana Byun Baekhyun - odezwała się jedna z moim asystentek.

     - Okej, dziękuje - odpowiedziałem, wracając wzrokiem do projektu. - dokończymy to później - powiedziałem w stronę Minpyo i odszedłem. 
~
Bakehyun

     - 
Przepraszam - zagadałem do kogoś kto prawdopodobnie zna Chana - Gdzie mogę znaleźć Parka Chanyeola? - zapytałem.

    Byłem właśnie w wielkim holu i nie miałem pojęcia gdzie ten olbrzym mógł przybywać. Ten wieżowiec jest naprawdę ogromny, pracuje w zupełnie innej części budynku i nie mam pojęcia gdzie on ma biuro.

     - Proszę usiąść i poczekać, zaraz zawołam pana Parka.

     Pana Parka? Nieźle się tu urządził widzę. Niedawno dostał pracę, a ludzie już kojarzą jego imię.
     Usiadłem na kanapie tak jak mi kazano, lecz już po chwili zjawił się Park.

     - Hej - przywitałem się z uśmiechem na twarzy.

     Park odwzajemnił uśmiech. Na przywitanie objęliśmy się po przyjacielsku. Było trochę dziwnie, obaj chyba czuliśmy się nieswojo.

     - Przepraszam za najście - powiedziałem, gdy skończyliśmy się obejmować.

     - Nic nie szkodzi.

     Staliśmy tak chwilę w ciszy.

    - Przejdziemy się? - w końcu zaproponowałem.

     - Jasne, chodź.
~ 

     Czułem tą gęstą atmosferę pomiędzy nami. Gdy szliśmy po jednym z Seulskich parków. Nasza rozmowa wcale się nie kleiła. Szliśmy wolnym krokiem, a nasze spojrzenia uciekały od siebie.

     - Słuchaj, Chan - zacząłem, odwracając się do niego przodem i w końcu spojrzałem mu w oczy. - To co wczoraj zrobiliśmy...

     - Było szalone - przerwał mi Park.

     - Szalone i niepotrzebne, właśnie - dopowiedziałem.

     - Zgadza się, zapomnijmy o tym.

     - Świetnie - uśmiechnąłem się, na co Park zareagował tak samo. - pozostańmy przyjaciółmi, nie chce tego stracić.

     - Ani ja - powiedział.

     - Portret dla piękniej pary? - odezwał się uliczny malarz, a ja myślałem, że zapadnę się pod ziemie.

~ 

     Ciśnienie między nami było za wysokie, już mieliśmy wchodzić do apartamentu Yeola, ale obaj rzuciliśmy się na siebie jak dzikie zwierzęta. Gdy tylko Chan otworzył drzwi, wskoczyłem na niego i zacząłem namiętnie całować, owinąłem ręce wokół jego szyi.

     - Co my do cholery robimy? - wyjąkałem, pomiędzy pocałunkami.

     - Nie wiem - powiedział i zaczął schodzić pocałunkami na moją szyje. Jutro pewnie będę miał porcje kolejnych czerwonych śladów. - Ale podoba mi się to.

     Popchnąłem go na najbliższy fotel po czym rozchyliłem jego nogi, by wejść pomiędzy nie. Zszarpałem z niego czarną koszulkę i rzuciłem gdzieś w kąt. Usadowiłem się na jego kolanach i przywarłem do jego szyi, dziś to ja chciałem dominować.

     - Złap mnie za włosy - powiedziałem, odrywając się na chwilę od jego szyi.

     - Całuj po szyi - rozkazał.

     Chanyeol podniósł się razem ze mną owiniętym wokół jego bioder i zrzucił mnie na kanapę za chwilę znajdując się nade mną. Zdjął ze mnie koszulkę i próbował ściągnąć spodnie lecz moja dłoń uniemożliwiła mu to. Popatrzył na mnie pytająco.


     - Obiecaj, że nie będziesz mnie klepał po tyłku - powiedziałem, patrząc mu prosto w oczy.

     Chan uśmiechnął się przebiegle.

     - Ale Baek, to mnie cholernie podnieca. A szczególnie to, że masz tak zajebisty tyłek, jego nie da się nie klepnąć - odpowiedział, po czym zszarpał ze mnie spodnie do końca.

     Przywarł ustami do moich sutków, a ja zacząłem jęczeć jednocześnie wplotłem ręce w jego włosy.

    To głowy przyszedł mi świetny pomysł, zawsze chciałem go zrealizować, ale jak dotąd nikt mi na to nie pozwolił.

     - Chan... - wyjąkałem.

     - Mhm?

     - Zróbmy to dziś na jeźdźca. Chce cię ujeżdżać - wyjąkałem, oblizując lubieżnie usta.
Chanyeol
     Gdy usłyszałem pomysł Baekhyuna, zatkało mnie. Baek wyglądał tak seksownie gdy to mówił, że nie byłem w stanie mu odmówić.

      Szybko zmieniłam nasze pozycje tak, że to on teraz siedział na moich udach.

     - Niech ci będzie - powiedziałem.

     Baek tylko uśmiechnął się i zaczął dobierać się do moich spodni.

     - Ostrzegam cię, mało kto jest mnie w stanie zadowolić - powiedziałem, gdy już zdjął moje spodnie.

     - Zobaczymy - gdy to mówił, zauważyłem błysk w jego oku.

     Zasłaniały mnie tylko czarne bokserki, pod którym wyraźnie był widoczny mój nie mały problem. 
     Po momencie i ich się pozbył.

     Jednak Baek postanowił się mną pobawić. Zaczął od motylich pocałunków na mojej szyi, potem zjeżdżał coraz niżej, aż dotarł do moich sterczących sutków . Zaczął je ssać i przygryzać bez opamiętania.

     - Baek... - wyjąkałem, a on zassał się na nich mocniej.

     Zjeżdżał pocałunkami coraz niżej, zahaczając moją klatkę piersiową i podbrzusze. Przygryzłem dolną wargę, nie spodziewałem się, że taki słodziak jak on może okazać się istną bestią w łóżku. 
     Przebiegł palcami po mojej męskości przez co wydobyłem z siebie niekontrolowany jęk, odchylając głowę do tyłu.

     Nie mogłem już wytrzymać, chciałem się dotknąć, lub żeby to Baekhyun mnie dotknął. Ale on wciąż się mną bawił.

     Poczułem mocny uścisk na moich jądrach, jęknąłem, ostro wypychając biodra ku górze.
     Nie brakowało mi dużo by dojść. Sam widok Baekhyun wiszącego nad moim nabrzmiałym członkiem mnie podniecał. Cudowne palce Baekhyuna zaciskające się na moim penisie sprawiały cuda. Wreszcie zassał się na moim członku, a ja myślałem, że oszaleje.

     Gdy już byłem blisko Baek przerwał. Popatrzyłem na niego pytająco.

     - Nie dojdziesz beze mnie - powiedział, sięgając żel z torby, który swoją drogą musiał dziś kupić. A to przebiegła bestia.

     Widok Baeka, który wkłada w siebie palce by się przygotować był nieziemski. Zaczął jęczeć sam nabijając się na swoje palce. 
     Gdy już był dobrze przygotowany, nabił się na mojego penisa wchodząc od razu po same jądra. 
     Z jego ust wydobył się cichy jęk, poczekał trochę, aż się przyzwyczai i zaczął się poruszać.

     Złapałem go za jego jędrne pośladki i wychodziłem na przeciw jego ruchom.

     Miałem ochotę sprzedać siarczystego klapsa w jego tyłek, ale przypomniały mi się słowa Baeka, a niech to.

     Nie mogłem już tak wytrzymać, widok Baeka ujeżdżającego mnie był bardzo podniecający, ale to ja zawsze jestem górą. Już po chwili wisiałem pomiędzy nogami Baekhyuna.

     - Chan, co t... - nie zdążył dokończyć bo wbiłem się w niego mocno i szybko. Przez co z ust Baeka wydobył się długi gardłowy jęk.
     - Przepraszam, ale to ja jestem tym na górze.

     Pieprzyłem go mocno. Zero delikatności, zero emocji tylko pożądanie. Wchodziłem w niego coraz mocniej, najwidoczniej natrafiając na jego prostatę bo wyginał plecy w łuk i jęczał coraz głośniej.

     Baekhyun zaczął sobie pomagać ręką, miałem wielką ochotę go powstrzymać i mieć nad nim większą kontrolę, ale po ostatnim razie dostało mi się za to więc nie ryzykowałem.

     Złapałem go za biodra i zacząłem się jeszcze szybciej poruszać. Baekhyun jęczał coraz głośniej, a już po chwili doszedł na swój brzuch. Ja również doszedłem kilka sekund później.
Baekhyun
     Moje serce biło w chaotycznym tempie, a nogi drżały. To było niesamowite, Chanyeol jest niesamowity.

     Gdy tylko doszedł opadł na mnie, wplotłem dłonie w jego włosy.

     - Byłeś niesamowity - wyjąkałem.

     - Wiem.

     Leżeliśmy jeszcze tak parę chwil, próbując uspokoić nasze chaotyczne oddechy. 
~

Chanyeol
     Od tamtego czasu dużo się zmieniło. Robiliśmy to częściej. Dobra kogo ja oszukuje, robiliśmy to kilka razy dziennie. W moim biurze, na biurku szefa, w windzie, w kuchni, w łazience, nawet w przebierali w jakimś sklepie. A najlepsze było to, że to Baekhyun inicjował wszystkie nasze zbliżenia.

     To był istny niewyżyty szatan w przebraniu szczeniaczka.

     - Szybciej - jęknął.

     Tak, nawet teraz to robiliśmy. Wypinał swoje seksowne pośladki w moją stronę, a ja go po prostu mocno pieprzyłem. Pozwolił mi nawet klepać się po tyłku, bo powiedział, że jego to też w sumie podnieca.

     - Chan... m-mocniej, proszę - jak chciał tak zrobiłem, złapałem go mocno za biodra, tak, że mógł poczuć wbijające się paznokcie w jego aksamitną skórę i wchodziłem w niego mocno i głęboko.

     - Hej, Hej... Ough - przerwał nam głos za nami.

     Jak poparzeni oderwaliśmy się od siebie i przykryliśmy kocami, Baekhyun się przykrył mi rzucił poduszkę.

     - Mamo! - krzyknął.

     Pięknie, wpadka przy mamie Baekhyuna.

     Kobieta zakryła sobie oczy rękoma.
     - Wow, nic nie widziałam, zamykam oczy - powiedziała.

     Szybko z Baekhyunem zaczęliśmy się ubierać.

     - Zakładasz majtki? - kobieta na ślepo podeszła do mnie i przytuliła. - Baekkie, urosłeś - zaczęła macać mnie po klatce piersiowej - i wyrobiłeś sobie mięśnie. Tęskniłam za tobą. - ja tylko patrzyłem na Baekhyuna z przerażeniem w oczach.

     - Mamo... tu jestem - powiedział.

     - Oh - tym razem starsza kobieta skierowała się w dobrą stronę - Kochanie - przytuliła Baeka. - jednak nie urosłeś.

     Ja w tym czasie zacząłem zakładać spodnie i w samą porę, bo wtedy mama Baekhyuna otworzyła oczy.

     - Co tu robisz? - zapytał Baekhyun.

     - JungHwo to porażka, ma więcej pieniędzy niż rozumu - odpowiedziała starsza kobieta.

     - Kto? - zapytałem bezdźwięcznie Baekhyuna.

     - Były narzeczony mamy - odpowiedział. - Co się stało? - tym razem skierował pytanie do swojej mamy.

     - Nic, był nudny - kobieta wzruszyła ramionami. - Miły ale pogadaj sobie z takim. - po tym przytuliła jeszcze raz Baeka. - Nie mówiłeś, że masz chłopaka - wyszeptała.

     - To nie jest mój chłopak.

     - To prawda, tylko się przyjaźnimy - powiedziałem.

     - U, jak w latach 70. Tylko seks - powiedziała.

     Starsza kobieta wydawała się całkiem miła. Jednak widać po kim Baekhyun był tak otwarty i bez skrupułów.

     - Mniej więcej jak mówisz - potwierdził.

    - Mój syn jest dla ciebie dziwką? - powiedziała, ze stoickim spokojem.

    - Co? Nie, nie! My tylko...

    - Żartuje! Bawcie się dobrze - przerwała mi. - Miło cię widzieć - powiedziała, tym razem do swojego syna, zostanę tylko przez parę tygodni. - po czym skierowała się do innego pomieszczenia.

     - Masz może soju? - krzyknęła z innego pomieszczenia.

     - W lodówce - odkrzyknął Baek, po czym swój wzrok przeniósł na mnie. - Musisz iść.

     Szybko się ubrałem, pożegnałem się Baekiem i wyszedłem. Zakręcona rodzinka.
~

     Przyjacielski mecz w kosza. Tego mi było trzeba, więc gdy padła taka propozycja ze strony Minpyo, ani chwili się nie zastanawiałem.

     Było po południu, odegraliśmy kilka rund. Minpyo dobrze grał jak na swój wiek, no dobra, grał świetnie. Ograł mnie 11- 3. Ale to szczegół. Gdy tylko skończyliśmy grać usieliśmy we dwóch na pobliskiej ławce i po prostu odpoczywaliśmy po niezłym meczu.

     - Mam spotkanie z Baekhyunem - powiedziałem - Muszę się zbierać.
     - Chodzicie ze sobą? - zapytał.
     - Nie, nie, nie... to tylko przyjaźń. Z odrobiną zabawy.

     Minpyo spojrzał na mnie pytająco.
     - To znaczy? - zapytał, w końcu.
     - Śpimy ze sobą, ale to tylko seks, nic więcej.
     - To się nie sprawdzi stary, znam pełno takich jak Baekhyun.
     - Baekhyun jest inny - powiedziałem. - a tak właściwie co ty wiesz o facetach? - zapytałem.
     - Spławiłem więcej facetów, niż ty poznałeś - zaśmiał się.
     - Przecież nie jesteś gejem.
     - Ale oferty napływają. 
     - Nie rozumiem cię - powiedziałem zgodnie z prawdą.
     - Pewnego dnia, spotkasz kogoś kto odbierze ci dech w piersiach. Na mnie czas, na razie - i poszedł.
~
Baekhyun
     - Podoba mi się wasz układ - powiedziała moje rodzicielka, gdy próbowała stworzyć jakiś ład na moich włosach. - Gratulacje.
     Na jej słowa zaśmiałem się cicho.
     - To nic takiego.
     - Zaskoczyłeś mnie, bardzo - o nie, tylko nie kazanie, proszę. - myślałam, że wierzysz w prawdziwą miłość - dodała, a ja tylko przewróciłem oczami.
     - Proszę cię mamo, skończyłem z tym po incydencie z Krisem.
     - Kris? To ten przystojniak? - zapytała.
     - Mamo, nie gadajmy o tym.
     - Dobrze, o! Gotowe - powiedziała gdy przestała bawić się moimi włosami.
     Usiadłem koło mojej mamy na kanapie, przeglądając się w małym przenośnym lustereczku. Na głowie miałem dwie kitki. To zupełnie w jej stylu.
     - Wyglądasz wspaniale! Jak księżniczka - zapiszczała.
    - Mamo, jestem mężczyzną z krwi i kości! - oburzyłem się.
     - Który lubi w dupę - szepnęła, co niestety usłyszałem.
     - CO?! - krzyknąłem.
     - Nic, nic - powiedziała, unosząc ręce w akcie obrony. - No chodź, słońce. - dodała i objęła mnie tak mocno, że wręcz czułem jakiego żelu pod prysznic używa.
     Kochałem moją mamę, mimo dziwnego upodobania na młodych mężczyzn, tak próbowała podrywać Krisa, i mimo jej dziwnych humorków, tylko przy niej czułem się bezpiecznie.
~
     Leżałem własnie na łóżku, promienie słońca muskały moją delikatną skórę. To był kolejny dobry seks z Parkiem, który własnie leżał mi pomiędzy udami i całował brzuch.
     - Przeprasza za mamę - przerwałem cisze.
     - Była zabawna - przerwał składać pocałunki i spojrzał na mnie.
     - Zawsze jest taka kiedy potrzebuje kasy albo mieszkania.
     Chan zawisnął nade mną, swoją głowę usadowił na mojej klatce piersiowej, ja jak zwykle zacząłem bawić się jego bujnymi lokami. Kochałem je.
     - Chciałbym znowu chodzić na randki, skończmy z tym.
     Park podniósł głowę i spojrzał na mnie.
     - Hm - zaczął. - Masz racje.
     - Każdy początek bierze się z końca - zaczął śpiewać jakąś angielską piosenkę, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
     - Zjemy coś? - zaproponowałem.
     - Pewnie - powiedział i zaczął się ubierać. - Ty stawiasz.
     - Co? - pisnąłem.
~
     Uwielbiałem Seul. Było tu cudownie, a szczególnie w samym centrum. Dużo sklepów, masa ludzi. Tak, to zdecydowanie mój klimat.
     - Chcesz spróbować mojego? - przystawił mi do buzi hotdoga, kiedy spacerowaliśmy wzdłuż sklepów.
     - Nie, fu. Twój jest z musztardą, nienawidzę musztardy - odsunąłem się krok dalej, by ten wstrętny swąd zniknął. - Więc, jaki jest twój typ?
     - Typ czego? - zapytał.
     - Chłopaka.
     - Nie mam swojego typu, liczy się wnętrze.
     Zaśmiałem się.
     - O proszę cię, dobra - wskazałem palcem na jednego europejczyka, który czytał książkę. - Co powiesz o tym?
     - Mógłbym dostać się do jego wnętrza, czyta książkę - odpowiedział. - Zagadam z nim.
     - Co? - odwróciłem się w jego stronę.
     -  Mówiłeś, że chcesz chodzić na randki, ja też.
     - Teraz?
     - Przecież go nie zgwałcę.
     - No ja nie wiem, przy tych twoich zapędach sado - uśmiechnąłem się chytrze, a Chanyeol poszedł w stronę mężczyzny.
     Dopiero co podszedł, a już się do siebie uśmiechają, niewiarygodne. Yeol ty flirciarzu. Niestety nie mogłem usłyszeć co gadają bo stałem za daleko. Ale już po chwili wybuchnęli głośnym śmiechem.
     W końcu Chanyeol pożegnał się i szedł w moją stronę.
     - Jak było? - zapytałem, gdy tylko znalazł się przy mnie.
     - Pogadaliśmy, pośmialiśmy się, jest z Niemiec. Pokazałem mu gdzie jest najbliższa kawiarnia, bo tam umówił się z żoną.
     Wybuchnąłem śmiechem.
     - Przestań - powiedział Chan, wytrącając mi resztki hotdoga z ręki, a ja nadal nie mogłem się przestać śmiać. - Dlaczego się śmiejesz? Przynajmniej spróbowałem.
     - Dobra, ja też spróbuje - powiedziałem dumnie.
     - Dobra, na jedenastej. Koreańczyk, masz łatwiejszą robotę.
     - Przystojny, ale o tym nie wie, pewnie nieśmiały. Mocna opalenizna, nawet seksowny. - podsumowałem.
     Po chwili zdecydowałem się podejść i pokazać Chanowi kto tu jest mistrzem uwodzenia. Zacząłem od najseksowniejszego uśmiechu, a skończyłem na minie szczeniaczka. Gdy wymieniliśmy się numerami telefonu, wróciłem do Parka.
     - Okej, nazywa się Kim Jongin i jest modelem. Randka w sobotę - powiedziałem, dumny z siebie, a zaraz po tym przybiłem piątkę z Chanem
     - Nieźle - powiedział.
     - Dzięki.
~
     Sobota przyszła szybciej niż się tego spodziewałem. Założyłem na siebie najlepsze ubrania jakie posiadała zawartość mojej szafy. Tej nocy również nie żałowałem eyelinera, musiałem podkreślić oczy, w końcu to jeden z moich atutów, zaraz po tyłku.
     Zanim się obejrzałem, siedziałem w jakiejś bogatej restauracji w samym środku Seulu z Kaiem, bo tak kazał na siebie mówić.
     - Od rana do południa nauka, a potem mam przymiarki nowych projektów, sesje i te sprawy.
     - Nie mogę uwierzyć, że jesteś modelem.
     - Właściwie to nie jestem - powiedział.
    - Co?
     - Żartuje - zaczął się śmiać. Miał piękny uśmiech. - Nie kłamał bym na pierwszej randce.
     W tym samym czasie kelner przyniósł nam nasze zamówienie.
      - Kiedy będę mógł cię znowu zobaczyć? - zapytał, pochylając się nade mną.
      - Teraz mnie widzisz - zaśmiałem się.
     Nasza randka wydawała się idealna. Muszę przyznać, że od dłuższego czasu tak dobrze się nie bawiłem. Na końcu odprowadził mnie do domu i dał buziaka w policzek. Muszę przyznać, że jest słodki.
     Nasze następne spotkanie odbyło się szybciej niż myślałem. Tym razem wybraliśmy się swobodnie do baru, by razem coś przekąsić i wypić.
     - Słuchaj, muszę ci coś powiedzieć - zacząłem.
     Jego mina zrzedła.
     - Proszę nie mów, że jesteś kobietą, to byłby już 3 raz odkąd się tu wprowadziłem.
     Zaśmiałem się.
     - Nie, chodzi o to... - nie mogłem tego z ciebie wydusić. - Mam zasadę pięciu randek, zanim... rozumiesz.
     Kai pokiwał głową twierdząco.
     - Szanuje twoją zasadę, choć na ciebie warto czekać.
     Nasze spotkania z Kaiem trochę urwały mój kontakt z Chanyeolem, ale mam przeczucie, że on też sobie kogoś znajdzie i będziemy szczęśliwi.
     - Dlaczego jesteś singlem? - zapytałem, na jednej z randek.
     - Nie wiem sam, może jeszcze nikt mnie tak nie zainteresował jak ty? - posłał mi uśmiech, po czym trochę się zarumieniłem.
     - A czemu ty jesteś singlem? - spytał.
     - Pewna osoba twierdzi, że mam problemy emocjonalne.
     - Jakie? - zapytał.
     - Wierzę w prawdziwą miłość - odpowiedziałem. - W księcia z bajki, który przyjedzie po mnie na białym rumaku, czy coś.
     Mój telefon dał o sobie znać, a ja ujrzałem wiadomość od Yeola. 
Od: Chanyeol
Jak randka?
~
Chanyeol
     Byłem spóźniony, ale to nie przeszkodziło mi napisać smsa do Baekhyuna. Nie byłem zazdrosny, byłem tylko ciekawy jak mu idzie.
     Szedłem właśnie długim korytarzem prowadzącym prosto do mojego biura, musiałem pozałatwiać kilka spraw związanych z firmą.
     Po chwili usłyszałem dźwięk smsa. Od Baekhyuna. Wysłał mi swoje zdjęcie z tym, jak mu tam, Kia, Kai. Nieważne.
     - Słuchaj - zaczął Minpyo pojawiając się znikąd - Wiem, że masz masę pracy, ale może skoczymy gdzieś na piwo?
     - Przestań Minpyo, mam dużo pracy - powiedziałem.
     - No stary, wyluzuj, poszalejemy.
      Spojrzałem ostatni raz na zdjęcie Baeka z tym typem.
     - Wiesz co, przejdę się jednak.
~

     Wtuliłem się w tors Kaia. Było mi tak przyjemnie i ciepło. Wiedziałem, że z Kaiem będzie inaczej. W końcu znalazłem swojego księcia z bajki.

     Nim zdążyłem się obejrzeć przywarłem do jego warg. Nasz pocałunek był inny niż ten z Yeolem. Był pełen namiętności.
     Oderwałem się od jego warg i nie mogłem powstrzymać uśmiechu.
    - Co? - zapytał.
     - Randka numer pięć - powiedziałem, rozpinając jego koszule.
     - Nawet nie liczyłem - odpowiedział i złączył nasze usta.
     Pchnął mnie tak, że leżałem na plecach, a nade mną zawisł Kai.
     - Chcesz iść do sypialni? - spytał, pomiędzy naszymi pocałunkami.
     - Nie, tu jest dobrze - odpowiedziałem.
~
     Obudził mnie dzwonek telefonu. Kto o tak wcześniej porze próbował się ze mną skontaktować. Nim zdążyłem wstać zauważyłem, że czyjaś ręka przeplata mnie w pasie. 
     - Kai - wyszeptałem, uśmiechając się sam do siebie.
     Gdy już w końcu przerwałem moje przyglądanie się chłopakowi podbiegłem po telefon. Na ekranie widniał napis Chanyeol. Co on mógł chcieć o tak wczesnej porze, zerknąłem na zegarek 11:43. No dobra, już nie było tak wcześnie.
     - Poczekaj, tylko wyjdę z tego pomieszczenia - powiedziałem jak najciszej by nie obudzić Jongina.
     Ubrałem się szybko i pobiegłem do najbliższego stoiska z kawą bo wiem, że Kai je kocha. Będzie miał miłą niespodziankę z rana.
     - Co jest Chan?
     - Faceci bardziej przejmują się globalnym ociepleniem czy jakie spodnie założyć - zapytał.
     - Zależy jaki jest facet - odpowiedziałem. - Moim zdaniem to drugie.
     - Co u Kaia? - zmienił temat.
     - Aktualnie jest w moim mieszkaniu.
     - Piąta randka? - spytał.
     - Może. - odpowiedziałem, w tym samym czasie zamawiając dwie latte na zimno.
     - I co robiliście? - zapytał.
     - Jak możesz, nie odpowiem na takie pytanie.
     Wtedy zauważyłem Kaia wychodzącego z mojego domu.
     - Hej, muszę lecieć, pa - i się rozłączyłem.
     - Kai! - krzyknąłem, biegnąc w jego stronę.
     - Hej - uśmiechnąłem się, kiedy już byłem bliżej chłopaka - Mam dla nas kawy.
     - Muszę iść - powiedział.
      Momentalnie zrobiło mi się smutno.
     - Mówiłeś, że nie masz sesji.
     - No tak, ale właśnie do mnie zadzwonili - skłamał, widziałem to po jego czynach. Drapanie głowy, odwracanie wzroku.
     - Poważnie?
     - Ta...
      - Wymykasz się - powiedziałem szczerze. - Przyznaj, że po prostu uciekasz.
     - Chyba nie będę twoim księciem - uśmiechnął się drwiąco.
     - Niczego nie zrozumiałeś.
     - Nie, nie. Byłeś świetny - skomplementował mnie.
     - Może zostaniemy przyjaciółmi?
     - Naprawdę? - na jego twarzy wyraźnie było widać zaskoczenie.
     - Nie! Chrzań się - krzyknąłem. Już miałem odchodzić ale wpadłem na świetny pomysł.
     Wyrwałem mu jego latte i wylałem prosto na twarz, po czym odszedłem.
     Byłem cholernie zły, ale z drugiej strony było mi smutno. Kolejny frajer, który mnie tylko wykorzystał i uciekł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz