niedziela, 3 stycznia 2016

It's just a little adventure

Chanyeol
     Wróciłem do Seulu dwa dni po tym jak Baekhyun wyjechał. Nie mogłem się z nim skontaktować, tak jakby mnie unikał. Chciałem z nim porozmawiać, wyjaśnić kilka spraw dotyczących pracy, a on nawet nie raczył się pojawić w biurze. Mimo tego mój świetny humor i tak nie znikał. Gdy wypełniałem ważne papiery, a nad głową stał mi Minpyo i jak zwykle plotkował o innych jacy oni to nie są, zadzwonił telefon, służbowy. Okazało się, że dostane swojego własnego asystenta. Ja! Asystenta! Co równa się również awansowi. Myślałem, że nic lepszego mnie dziś nie spotka, gdy poinformowano mnie, że będzie nim Sehun. Tak, ten Sehun. Mój najlepszy przyjaciel z Busan. Dawno go nie widziałem i strasznie się stęskniłem. 
     Od razu wiedziałem, że na samej pracy się nie skończy. Sehun był młodszy ode mnie o dwa lata i był jedną z niewielu osób, które miały tak duży zapas energii. Pamiętam jeszcze gdy co dwa dni wyciągał mnie do klubu nocnego. Jak zwykle wypił kilka kieliszków soju i ruszył wyrywać jakieś dupy, a ja musiałem wracać potem sam, bo w końcu kto oprze się Oh Sehunowi? Jest przystojny, nie przystojniejszy ode mnie rzecz jasna, zabawny i zboczony. Tak, zboczony. Wątpię, że to jego dobra cecha, ale niestety Sehun taki jest. Kilka razy próbował mi się dobrać do penisa, za drugim razem wszedł ze mną pod prysznic i przystawiał się do mnie. Oczywiście był pijany. Trzeźwy Oh jest słodki i niewinny, ale gdy do jego organizmu dostanie się alkohol jest zachłanny, zboczony i pieprzy wszystko co się rusza.
     - Ziemia do Chanyeola - przerwał moje zamyślenia Minpyo. - Tak sobie myślałem. Jest piątek, jesteśmy mężczyznami. Może wyskoczymy gdzieś wieczorem?
     - Stary, nie dziś. Sehun dziś przyjeżdża, chcę go oprowadzić po Seulu, jeśli dam radę i szczerze wątpię żeby miał siłę na imprezowanie - westchnąłem.
     Czasem mam wrażenie, że Minpyo to drugi Sehun. Ciągle jakieś imprezy. W końcu jego życie to wieczna, niekończąca się impreza. W pracy nie ma za wiele do roboty, a i tak ma masę kasy na koncie. Ma 28 lat, a zachowuje się jakby niedawno skończył 19, nie do wiary.
     - Ja zawsze mam siłę - usłyszałem i ujrzałem Sehuna opierającego się o ramę drzwi.
     Wstałem gwałtownie i podbiegłem do Sehuna. Na jego twarzy pojawił się cwany uśmieszek, a ja znam ten uśmiech. Mały Sehun po prostu się za mną stęsknił. Spojrzałem na niego jeszcze raz. Nieźle się uszykował. Pan Oh w garniturze to rzadki widok. Pamiętam raz jak na zebranie w sprawie omówienia projektu przyszedł w zwykłej koszulce z The Walking Dead, krótkich szortach i wystających różowych skarpetkach. Mina wszystkich - bezcenna.
     - Nie zmieniłeś się ani trochę - zacząłem się szczerzyć.
     - A ty trochę. Coś się w tobie zmieniło - zamyślił się. - Tak, twoje uszy znów urosły - zaśmiał się, przez co uderzyłem go w ramie.
     - Poznajcie się, Minpyo to Sehun, mój nowy asystent jak i najlepszy przyjaciel- wskazałem na blondyna. - Sehun to Minpyo, redaktor naczelny - wskazałem na starszego, który tylko przyglądał nam się w skupieniu.
     Tak jak myślałem, Sehun jest nieśmiały w obecności obcych, dlatego wymruczał ciche hej pod nosem, na co Minpyo zrobił to samo. No proszę, ale się dobrali.
     - Może wyskoczymy coś zjeść? - zaproponował Minpyo, gdy już usiadłem do biurka i zacząłem wykonywać swoją robotę papierkową.
     - Mam dużo pracy, na dodatek muszę pokazać Sehunowi gdzie co jest.
     - Pracuś - prychnął. - A jak tam z twoją królewną? Nadal cisza?
     Wzdrygnąłem się na jego słowa. Baek nadal nie obierał. Wyjąłem telefon z kieszeni i wybrałem jego numer.
     Hej, dodzwoniłeś się do Byun Baek...
     Tak, właśnie to słyszę, gdy próbuję się do niego dodzwonić.
     - To jak z tym wyjściem do klubu? - Spytał Sehun, a ja wiedziałem, że mi nie odpuści.
Baekhyun
     Telefon nie przestawał dzwonić. Szczerze, chciałem go wyłączyć i wyrzucić przez okno, ale inni normalni obywatele tego kraju mogli chcieć ze mną porozmawiać lub mogła być to mama, która swoją drogą zaraz ma tu być.
     Nie miałem ochoty widzieć Chanyeola i nic co jego dotyczy, dlatego nie poszedłem dziś do pracy i nie mam zamiaru pójść przez najbliższy czas. Poudaje chorego, mi też czasem się należy.
     - Baek, słonko - usłyszałem sympatyczny głos kobiety.
     - Mamo - uśmiechnąłem się mimowolnie przytulając kobietę. - Usiądź tu - wskazałem kanapę. - Zaraz przyniosę herbatę.
     Nasze kontakty się polepszyły, choć ona nadal wpieprza się w moje sprawy, przegląda moją bieliznę gdy nie patrze i nawet pożycza moje prezerwatywy. Tak, mam dziwną matkę, ale jedyną w swoim rodzaju. Pamiętam jeszcze jej wyraz twarzy kiedy otworzyła szafkę przy moim łóżku. Biegłem wtedy jak oparzony ale było zbyt późno. Te wszystkie zabawki, które Chan tu kiedyś zostawił. Widziała wszystkie, najgorsze było to, że chciała pożyczyć, a gdy ją wygoniłem z pokoju i wykrzyczałem, że nie ma prawa przeglądać moich prywatnych rzeczy, ta zaśmiała mi się prosto w twarz.
     Gdy zaparzałem nam zieloną herbatę, usłyszałem piosenkę Passenger - Let Her Go. To oznaczało tylko jedno, a raczej jedną osobę. Chanyeol. Pobiegłem szybko w stronę pokoju.
     - Kochanie, twój seks telefon - powiedziała mama, trzymając moją komórkę w dłoni. - Mam wyjść?
     - Nie, nie trzeba - odpowiedziałem, przyjmując telefon i odrzucając połączenie.
     - To twoje mieszkanie, nie chce was powstrzymywać - uśmiechnęła się, biorąc łyk herbaty. - To Chanyeol, prawda? - usiadła obok mnie. - Chyba jest fajny.
     - Spotkałaś go może z dwa razy - odparłem.
     - Więcej niż innych.
     - Nie bez powodu nie mogę się z nimi związać - prychnąłem.
     Chciało mi się płakać, byłem załamany, a nikt nie mógł mi pomóc. Chciałem choć na chwilę zapomnieć o słowach Chanyeola. Chciałem się napić i o wszystkim zapomnieć, ten jeden raz mieć wszystko w dupie i nie patrzeć na konsekwencje. To właśnie jest myśl. Uśmiechnąłem się na swój pomysł i poszedłem się szykować. Dziś mnie nic nie obchodzi.
Chanyeol
     - Masz przyjaciela, który daje ci się ruchać? - zapytał, podekscytowany Sehun, gdy siedzieliśmy u mnie i wybieraliśmy ciuchy na wieczorne wyjście.
     - To nie tak, znaczy...- nie mogłem się wysłowić. - To nasz układ, oboje dajemy sobie przyjemność. Znaczy dawaliśmy, teraz mnie unika. - odpowiedziałem smutno.
     - Może masz za małego dla niego - zaśmiał się.
     Posłałem mu mordercze spojrzenie i rzuciłem poduszką niszcząc jego idealnie ułożoną fryzurę.
     - To co innego, my naprawdę się przyjaźnimy.
     - Chce go poznać, może ze mną też zawrze taki układ - uśmiechnął się cwaniacko.
     - Nie licz na to - prychnąłem.
     - No już, już spokojnie - zaśmiał się. - Zmieniając temat - spojrzałem na niego. - Widziałem ostatnio Luhana.
     - Nie mów mi o nim - odwróciłem wzrok. - Albo właściwie - uśmiechnąłem się. - Gadaj! Co robi? -
     - Ostatnio widziałem go pode mną, jęczał o więcej, biedny Lu - westchnął. - Nie dałeś rady go zaspokoić.
     - Pieprzyłeś go?- tego się nie spodziewałem, a zaraz to Sehun. Spodziewałem się. - Czekaj... CO?! Ja nie dałem rady? - rzuciłem się na tego małego szkodnika niszcząc mu doszczętnie fryzurę.
~
     Nadszedł wieczór, upragniony wieczór dla Sehuna. Ja miałem nadzieje, na odpoczynek po długim dniu pracy ale Oh tak łatwo się nie dał. Miałem go zaprowadzić do najlepszego klubu w Seulu. Łatwo mu powiedzieć. Nie znam wszystkich klubów, dlatego postanowiłem chodzić po głównych ulicach w celu znalezieniu jakiegoś fajnego miejsca. Nie było trudno, jak widać Seul jest dobrze zaopatrzony w nocne kluby. Już po chwili byliśmy w środku, pełno ludzi, głośna muzyka, mnóstwo alkoholu i bezbronne pijane dziewice, które są obmacywane po kątach.
     Usiedliśmy przy barze od razu zamawiając po szklance piwa. Nie wiem jak Sehun, ale ja nie chce się upić do nieprzytomności, co zazwyczaj Sehun robił i pewnie ta noc będzie taka sama. Upije się, znajdzie sobie kogoś, przeleci go w łazience, a rano obudzi się pod ławką jak jakiś menel i będzie szukał telefonu, po czym nie znajdzie, ale pożyczy od kogoś i do kogo będzie dzwonił? Jasne, że do mnie. Wtedy będzie mnie przepraszał, że sam musiałem wrócić i będzie błagał żebym go znalazł, standard.
     Tak jak myślałem, Sehun zwiększał tępą. Mieszał nawet soju z piwem co nie wróży nic dobrego. Gdy już zmienił się z nieśmiałego Sehuna w wyrucham cię tu i teraz Sehuna zaczął szaleć. Począwszy od tańca na stole do obmacywania się z jakimś gościem w kącie. Wydawało mi się go znam, ta twarz, ta cera. Strasznie mi kogoś przypominał, gdybym może tyle nie wypił, byłbym w stanie go rozpoznać. Tak, go. Bo to na pewno chłopak. Sehun jest od urodzenia gejem, a dziewczyny go nie kręcą. Miałem wrażenie, że zaraz zaczną się pieprzyć na środku parkietu i to Sehun byłby na dole. Tak, na pewno na dole. Koleś, który go obmacywał widocznie go dominował. Teraz to Sehun wyglądał jak pijana dziewczyna, obmacana przez pierwszą lepszą osobę.
     - Piwa... - ledwo wydyszał, gdy doczołgał się do baru.
     - Sehun, myślę, że masz dość - próbowałem przemówić mu do rozsądku.
     - Wyluzuj Chan - oparł łokieć o ladę i zbliżył swoją twarz do mojej. - chyba nie jesteś zazdrosny, co? Mój mały Channie - zaczął gładzić mój policzek.
     Miał racje, jestem spięty, ciągle tylko praca, a na dodatek Baekhyun ma okres i mnie unika. To mój czas, jestem w miarę młody, mam 25 lat, mam prawo się zabawić, choć niekoniecznie z Sehunem, który właśnie usiadł mi okrakiem na kolanach.
     - Proszę Chan, mam na ciebie chęć... - wyszeptał mi tak seksownie jak nigdy. Gdyby tylko nie był moim przyjacielem, zaciągnąłbym go do łazienki i pieprzył do utraty tchu. Ale to Sehun, on jest wiecznie napalony gdy jest pijany i wiem, że obaj byśmy tego żałowali jutro rano i przy okazji zabiłby mnie za ból tyłka. Dlatego właśnie zepchnąłem go z kolan i poszedłem w stronę parkietu.
Baekhyun
     Kołysałem biodrami w rytm muzyki, oczy miałem lekko uchylone. Nie zwracałem już uwagi na obce dłonie macające mnie po całym ciele, przelotne spojrzenia i ciche szepty. Kręciło mi się w głowie, ale nie miałem zamiaru wracać. Wiedziałem, że mi coś dosypali, nie wypiłem zbyt dużo, a ledwo trzymałem się na nogach. Nie chciałem również do nich wracać i pokazać w jakim jestem stanie, mogliby to wykorzystać, dlatego postanowiłem zostań na parkiecie, w tłumie ludzi gdzie wszystkie oddechy mieszają się ze sobą.
     Widziałem kilka znajomych twarzy, ale nie zwracałem na to uwagi, nie przejmowałem się niczym. Tak jak sobie obiecałem.
     - Hej... - usłyszałem cichy szept, wprost do mojego ucha.
     Poczułem dłonie wkradające się pod moją koszulkę i ciepły oddech na szyi. Odrzuciłem głowę do tyłu, opierając ją na klatce wyższego, tym samym dając mu lepszy dostęp do szyi, na której po chwili zostawił czerwony ślad. Jego dłonie powędrowały w stronę moich bioder. Razem kołysaliśmy się w rytm muzyki. Nie obchodzili nas inni, my mieliśmy siebie i nasze ciała, nic innego się nie liczyło. Nie widziałem jego twarzy, byłem zbyt przyćmiony, nie kontaktowałem, liczył się tylko on i jego perfumy, tak, pachniał Chanyeolem. Odwróciłem się w jego stronę, przyciągnąłem go za kołnierz koszuli i złączyłem nasze wargi. Całowałem go zachłannie, jakby to miał być nasz ostatni raz. Chłopak odwzajemnił mój pocałunek. Jego sposób całowania był inny, czułem pożądanie, a jednocześnie namiętność. Oderwaliśmy się od siebie gdy zabrakło mi tchu, bez zastanowienia pociągnąłem nieznajomego w stronę łazienki.
     Chwilę potem byłem przygwożdżony do ściany jednej z kabin. Nie mogłem ruszyć rękoma, bo zbyt mocno je trzymał, w tym samym czasie całując namiętnie. Jego kolano wsuwało się pomiędzy moje nogi. Poruszyłem biodrami ocierając się o niego z cichym westchnieniem. Dobrałem się do jego koszuli, po kolei odpinając każdy guzik, przy okazji zahaczając o aksamitnie bladą skórę. Przejechałem palcami po jego sutku, ściskając go lekko, przez co nieznajomy wydał z siebie cichy jęk.
     Gdy już pozbyłem się jego koszuli, on zrobił to samo z moją koszulką, zerwał ją i rzucił w kąt znów łącząc nasze usta. Tym razem to ja zacząłem schodzić pocałunkami na jego szyję, przy okazji zostawiając małe, czerwone ślady. Poczułem ostre szarpnięcie za włosy, przez co oderwałem się od jego szyi. Jęknąłem gdy pociągnął mnie w dół, przez co upadłem na kolana. Bez zastanowienia złapałem jego pasek, po czym pozbyłem się jego spodni. Wyjąłem jego członka i bez skrupułów wziąłem go całego do buzi patrząc mu prosto w oczy. Wykonywałem powolne ruchy, by chłopak tak szybko nie doszedł. Wyjąłem go z buzi kiedy zabrakło mi tchu, nas sobą słyszałem tylko jęki, znów wziąłem go całego do buzi, tym razem zassałem się u nasady penisa, przez co chłopak doszedł wprost do mojej buzi.
     Znów poczułem ostre szarpnięcie w górę, potem byłem odwrócony twarzą do ściany, a moje spodnie zniknęły. Klatka piersiowa chłopaka przywarła do moich pleców, a ciepłe wargi do szyi. Dłońmi wodził po moich biodrach, wkradając się do bokserek. Dłonie zniknęły, a chłopak kucną, pozbywając się bokserek i rozchylając moje pośladki. Zaczął drażnić językiem moje wejście, a ja myślałem, że oszaleje. Zacząłem wypinać pośladki bo więcej. Było mi kurewsko dobrze, jeszcze nigdy takiego czegoś nie doznałem. Chciałem by to uczucie nigdy nie ustąpiło, niestety język zastąpił naśliniony palec. Poczułem dyskomfort i przyjemność zamieniła się w ból. Nie zdążyłem się przyzwyczaić, a poczułem drugi i trzeci palec. Miałem ochotę jęczeć wniebogłosy, by wiedział jak mi dobrze. Wyprostował się i znów przylgnął do moich pleców, robiąc mi dobrze palcami. Wsuwał je głęboko i precyzyjnie, przygryzając kilka razy płatek mojego ucha.
     Gdy już wyjął palce, szybko włożył we mnie swojego penisa. Uderzyłem głową w ścianę przede mną z nadmiaru emocji. Zaczął się poruszać, a mi było błogo. Nasze jęki mieszały się ze sobą. Kolejne ruchy były coraz szybsze, jak widać nie jest zbyt cierpliwy. Złapał mnie za biodra, coraz głębiej we mnie wchodząc, trafiając w to wyjątkowe miejsce, przez co nie mogłem powstrzymać coraz głośniejszych jęków. Przez jego pełne ruchy bioder straciłem kontrole, nie wiedziałem gdzie jestem, ani co się ze mną dzieje. Nie potrafiłem myśleć o niczym, tylko o rozkoszy, z mojego gardła wydobywały się coraz głośniejsze jęki, nie obchodziło mnie czy ktoś mnie usłyszy. Było mi okropnie duszno, czułem, że jestem blisko. Przeniosłem swoją rękę na penisa wykonując szybkie ruchu nadgarstka. Mocne pchnięcia sprawiły, że doszedłem. Jęknąłem przeciągle, wykończony. Chłopak doszedł we mnie chwilę później. Upadłem na zimne kafelki, było mi gorąco, moje uda się trzęsły z nadmiaru przyjemności.
     Nieznajomy zaczął się ubierać, nie zwracając na mnie uwagi. Znalazł swoje ubrania, które odrzuciłem w kąt i podszedł do mnie, co mnie strasznie zaskoczyło. Złapał mnie pod pachą i pomógł wstać, złapałem się jego ramienia by nie upaść z powrotem. Podał mi moje ubrania i pomógł ubrać. Gdy byłem ubrany opadłem na ziemię próbując uspokoić oddech.
     - Byłeś cudowny - szepnął, składając pocałunek na moich ustach.
     Wziął mój telefon, który leżał obok mnie, najwidoczniej musiał mi wypaść z kieszeni i zaczął coś w nim robić.
     - Co robisz? - ledwo wydyszałem.
     - Wpisuje ci mój numer, zadzwoń do mnie - podał mi telefon i skierował się w stronę wyjścia.
     - Czekaj - krzyknąłem, a nieznajomy się odwrócił. - Jak masz na imię?
     Chłopak uśmiechnął się.
     - Sehun.
     - Baekhyun - odwzajemniłem uśmiech.
Chanyeol
     Nie mogłem znaleźć nigdzie Sehuna, jak zwykle mi zniknął. Ale wróci jutro i nie będzie niczego pamiętał. Wyjąłem swój telefon i wykręciłem jego numer. Trzy sygnały i nic. A niech cie Oh Sehun. Przysięgam jeśli dorwę tego dzieciaka to nie ręczę za siebie. Mógłbym sam wrócić do domu, gdyby nie fakt, że Oh miał wszystkie klucze od domu przy sobie. Wykręciłem numer Sehuna ponownie.
Baekhyun
     Siedziałem jeszcze tak chwile, nie mogłem nadal pojąć co się stało. Sehun, on nie zostawił mnie tak jak inni by to zrobili. Uśmiechnąłem się na samą myśl o nim. Jest naprawdę przystojny, w głębi duszy mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie, albo to tylko alkohol tak na mnie wpływa.
     Moje przemyślenia przerwał dzwonek telefonu. Wyjąłem swój z kieszeni, okazało się, że to nie mój. Zacząłem nasłuchiwać skąd pochodzi dźwięk, gdy już znalazłem telefon, przestał dzwonić. Telefon Sehuna, muszę za nim biec i mu oddać. Gdy wychodziłem z łazienki telefon znów zadzwonił. Spojrzałem na wyświetlacz Chanyeol. Moje serce na chwilę stanęło, to niemożliwe. Po co Chanyeol dzwoni do Sehuna? Czyżby się znali? Zaraz, Baek masz urojenia. To na pewno inny Chanyeol. Odebrałem.
     - Tu telefon Sehuna, nie ma go aktualnie. - powiedziałem do słuchawki.
     - Baekhyun?! Gdzie jest Sehun? I czemu do kurwy masz jego telefon?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz