niedziela, 3 stycznia 2016

It's just a fairy tale

Chanyeol
     Obudziłem się tuż obok śpiącego Baekhyuna, który był wtulony w mój bok. Nie powiem, wyglądał uroczo. Powoli zdjąłem obejmującą mnie dłoń z mojej nagiej klatki piersiowej i położyłem ją na łóżku. Podniosłem się najciszej jak umiałem i powoli skierowałem się do wyjścia. Przed zamknięciem drzwi ostatni raz spojrzałem na Baeka, który wtulał się w poduszkę.
~
Baekhyun
     Obudziłem się sam, co mnie trochę zaskoczyło. Zawsze to ja pierwszy się budziłem i próbowałem wyjść, właśnie, próbowałem. Chan zawsze tak mocno oplatał mnie rękoma, że nie miałem z nim żadnej szansy.
     Wziąłem szybki prysznic, ubrałem jakieś w miarę przyzwoite ciuchy, w końcu to rodzina Chana, a ja nie chce wyjść na dziwaka, czy coś.
     Szukałem jakiejś żywej duszy po całym domu, lecz nikogo nie zastałem. Może gdzieś pojechali? Wątpię, Yeol na pewno by mnie obudził.
     Moim ostatnim celem był taras. Miałem nadzieje, że tak się wszyscy podziali i miałem racje.
     Chan, Sooyoung, Lay i ich ojciec siedzieli przy stole na tle pięknej plaży i wschodzącego słońca. Mówiłem już, że Busan to piękne miasto? Można tu znaleźć wewnętrzny spokój, jest tu tak cicho, ludzie są zawsze pogodni i te piękne widoki, które zapierają dech w piersi.
     - Dzień dobry, piękny mamy dzień - przywitałem się z wszystkimi, kłaniając się lekko.
     - Hej, Baekhyun! - przywitała się Sooyoung, a za nią Chan i Lay, który posłał w moją stronę przyjazny uśmiech.
     - Zawsze jest tu tak pięknie? - zapytałem, podchodząc do krzesła obok Sooyoung.
     - Zawsze kiedy nie ma powodzi - odparła.
     - Nie, nie - wskazał na mnie ojciec Chana, gdy miałem zamiar usiąść. - usiądź koło Chanyeola, ja się przesiądę.
     - Jest pan pewny? - zapytałem.
     - Tak, pewnie - po tych słowach zmienił miejsce, a ja usiadłem obok Chana.
     - Jak się spało? - zapytała Soo.
     Miałem wrażenie jakby o wszystkim wiedziała. O naszym układzie i o niegrzecznych rzeczach jakie robiliśmy, albo po prostu zapytała z grzeczności, myśl trochę Baek.
     - Dobrze, dziękuje - odpowiedziałem, przenosząc swój na Chana, który właśnie jadł ciastka.
     - Chan masz tu coś - pokazałam ręką i bez chwili zastanowienia starłem okruszek z jego dolnej wargi.
     Nie wiem czemu to zrobiłem, to było niekontrolowane. Chan tylko dziwnie na mnie spojrzał, a Sooyoung z Layem wymienili się spojrzeniami, co dostrzegłem kątem oka.
     Zauważyłem zmieszanie na jego twarzy.
     - Wszystko dobrze? - zapytałem, by przerwać niezręczną atmosferę.
     - Tak, a z tobą? - zapytał, biorąc łyka gorącej kawy.
     Kiwnąłem głową.
Chanyeol
     Po południu zrobiłem to co o czym od dawna marzyłem. Odkąd tylko tu przyjechałem. Skutery wodne z Layem. Tak, stare zwyczaje nie giną. Gdy byliśmy młodsi uwielbialiśmy się ścigać i jeździć razem do późnych godzin, aż w końcu rodzice nasz zgarniali do domu.
     - Widzisz je? - zapytałem, gdy tuż pod naszymi skuterami przepłynęły dwa ogromne ssaki.
     - Tak, to delfiny. W naszych okolicach rzadko spotykane - odpowiedział.
     - Tęsknie za tymi porankami - westchnąłem. - jest pięknie.
     - Lubie Baekhyuna - powiedział Lay. - Jest przystojny.
     Spojrzałem na Laya spod byka.
     - Tylko nie próbuj go podrywać - zaśmiałem się, choć wcale nie było mi do śmiechu.
     Nie byłem zazdrosny, po prostu nie chciałem stracić Baekhyuna, był świetnym przyjacielem i partnerem do seksu, a przede wszystkim nie pasuje do Laya.
     - Nie obiecuje - zaśmiał się. - Tęskniłem.
     - Ja też stary.
~
Baekhyun
      - Powiedział, że nie chce tej pracy, a przyleciał tylko rozważyć propozycje - skarżyłem się wszystkim obecnym, w jakiejś drogiej restauracji do której zabrała nas siostra Chana.
     Swoją drogą zauważyłem, że nie należeli do ubogich rodzin.
     - Lecieć taki kawał, żeby rozważyć opcje? - zaśmiał się ojciec Chana.
     - Właśnie - krzyknąłem z entuzjazmu, aż kilku ludzi spojrzało na nasz stolik. - Ja od razu wiedziałem, że go mam.
     - Doprawdy? - zaśmiał się Yeol. - Nawet wtedy kiedy wskoczyłeś na taśmę bagażową?
     Zakryłem twarz z zażenowania. Jak on mógł mi to w takiej chwili wypominać.
     - Co? - zaśmiał się Lay.
     - Tak, to było coś w stylu 'patrzcie jestem głupkowaty, ale przystojny' - zaczął mnie imitować.
     - To było zaplanowane - powiedziałem, tym razem z powagą na twarzy.
     - Kłócicie się jak stare małżeństwo - wtrącił Lay.
     Zacząłem się przemawiać z Layem, że wcale tak nie jest. Myślałem, że rodzina Chana będzie dziwna, ale jednak bardzo polubiłem panującą tu atmosferę i zwyczaje.
     - Dałeś już mu pierścionek? - usłyszałem.
      Moja poliki momentalnie zaczęły piec, ale grałem twardo. Skierowałem wzrok na ojca Chana i udawałem, że nic się nie stało.
     - Tato, my tylko się przyjaźnimy - odpowiedział Yeol.
     - Nazywaj to jak chcesz, ale pierścionek powinieneś kupić, twoja matka kocha biżuterie. Gdzie ona jest?
     Poczułem, że atmosfera robi się gęsta. Matka Chanyeola to dla mnie nieznany temat. Nie pytałem o nią nigdy, bo wiem, że to może go zranić, widziałem to w jego oczach. Widziałem, jak przeglądał stare fotografie razem z Soo.
     - Nie ma jej tutaj, tato - powiedział, ściszając głos.
     - Dlatego pytam gdzie jest - uśmiechnął się.
     Chanyeol spuścił wzrok, Sooyoung pobladła, a Lay wciąż się na mnie gapił. Czasem mam wrażenie, że nie spuszcza ze mnie oka.
     - Odeszła dziesięć lat temu - wtrąciła Soo.
     - Nie rozumiem.
     - Rozwiodła się - powiedział Chanyeol.
     Nie wiedziałem jak się zachować. Czemu ojciec Chana o niczym nie wie? Czemu zadaje tak bez sensowne pytania.
     - Zadzwonię do niej - wyciągnął telefon z kieszeni i wstał od stołu.
     Chanyeol próbował go powstrzymać, ale nic to nie dało.
     Gdy już wróciliśmy do domu Chan mi wszystko wyjaśnił. Ich ojciec ma alzheimera. To wyjaśniało wszystkie te bez sensowne pytania. Boli mnie to, że Chan nie powiedział mi o tym wcześnie.
~
     Dzień za dniem mijał. Już niedługo mieliśmy wracać do Seulu. Ostatnie dni wykorzystałem najlepiej jak umiałem. Zacząłem od małej przechadzki z Layem, który mi to sam zaproponował. Nie mogłem odmówić, tym bardziej, że bardzo chciałem zobaczyć te słynne klify w Busan.
     - Jesteśmy - powiedział Lay, gdy w końcu po drugiej podróży pod górkę dotarliśmy na jeden z klifów.
     Widok był nieziemski. Błękitne morze, a w tle piękna ognista tarcza.
     - Jak pięknie.
     - Przychodziłem tu pomyśleć - wziął łyka wody z butelki. - Jesteś z Chanem? - zapytał, spuszczając głowę.
     - Przyjaźnimy się, czemu pytasz?
     - Może wyskoczymy wieczorem do jakiejś knajpy? - zapytał.
     - Jasne - odpowiedziałem.
     Lubiłem Laya, był naprawdę sympatyczny, ale nie mógłbym z nim być, to będzie raczej przyjacielski wypad.
     - Chodźmy dalej - zaproponował.
     Złapał mnie za rękę, co mnie trochę zdziwiło i pociągnął za sobą.
     - Byłeś kiedyś w Seulu? - zapytałem, by przerwać niezręczną cisze.
     - Nie, ale słyszałem, że to miasto miłości.
     - Miłości? Chyba masz złe informacje - zaśmiałem się.
     - Baekhyun - Lay szarpnął moją ręką, przez co staliśmy na przeciwko siebie. - Podobasz mi się.
     Stałem jak wryty, nie wiedziałem, że Lay może coś do mnie poczuć. Co prawda lubię go, ale nie w ten sposób. Nie chce zniszczyć naszej relacji z Layem, dlatego musiałem odmówić.
     - Lay, ja...
     Nie zdążyłem dokończyć gdy Lay brutalnie szarpnął mnie za kołnierz swetra i złączył nasze usta. Drugą dłonią złapał mnie za pośladek. Wykorzystując moje zaskoczenie, jego język wtargnął do środka. Nie odwzajemniłem pocałunku.
     Próbowałem się wydostać spod stalowego uścisku Laya, szarpałem się, biłem ale był zbyt silny.
     Gdy w końcu zabrakło mu powietrza oderwał się ode mnie, a ja zacząłem łapać większe hausty powietrza.
     - Co z tobą nie tak? - krzyknąłem, sprzedając mu mocnego liścia. - Nie rozumiesz, że nic do ciebie nie czuje?
     - A co z randką? - zapytał. - zgodziłeś się! - również krzyknął.
     - Zgodziłem się na spotkanie , a nie na randkę! - Po tych słowach odwróciłem się na pięcie w stronę powrotną do domu.
     Jednak nie było mi to dane, gdy już po chwili czułem silny uścisk na nadgarstku. Lay obrócił mnie w swoją stronę.
     - Wolisz się pieprzyć z Chanyeolem niż żyć w zdrowym związku? - zapytał.
     Otworzyłem szeroko usta by coś powiedzieć, ale odebrało mi mowę. Skąd on wiedział? Czyżby Chanyeol? Ale obiecał, że nikomu nie powie o naszych stosunkach.
     - Mam pokój tuż obok gościnnego, plus widziałem rano jak Chanyeol wychodzi z twojego pokoju.
     Nie odpowiedziałem. Wyszarpałem swój nadgarstek spod jego uścisku i ruszyłem do domu.
     - Dupek - szepnąłem, sam do siebie.
~
     Byłem zły, bardzo zły. Zgubiłem się kilka razy w drodze powrotnej, a na dodatek zaczął padać deszcz. Byłem cały przemoknięty, a do domu pozostał jeszcze kawałek do przejścia.
     Gdy w końcu zobaczyłem znajomy taras, zacząłem biec szybciej, marząc tylko o ciepłym posiłku i kąpieli. Nie wiem co się stało z Layem i szczerze mnie to nie obchodzi. Wróciliśmy osobno.
     Chciałem powiedzieć o całym incydencie Chanyeolowi, ale co on ma do tego? Nie powinno go to obchodzić, w końcu jesteśmy tylko przyjaciółmi, nie jesteśmy razem, nie będę mu się zwierzać.
     Gdy w końcu wszedłem do salonu zobaczyłem wszystkich domowników oglądający TV, wśród nich był również Lay.
     - Jak wróciłeś do domu? I czemu jesteś suchy? - wskazałem na niego palcem.
     - Baekhyun, szukałem cię, ale chyba mi się zgubiłeś - mrugnął do mnie, tak żebym tylko ja to widział. - Zamówiłem taksówkę, myślałem, że też wpadniesz na ten pomysł.
     Miałem ochotę go rozszarpać, ale nikt oprócz naszej dwójki nie znał prawdy, więc uśmiechnąłem się sztucznie i skierowałem się na górę wziąć gorącą kąpiel.
~
     - Hej dlaczego nie powiedziałeś mi o mamie? - Spytałem Chana wprost, gdy byliśmy sami w salonie.
     - Nie warto o niej gadać - odpowiedział chłodno.
     - Mocne słowa.
     - A jak mówić o kimś, kto zostawia rodzinę? - zapytał z wyrzutami.
     - O ojcu też mi nic nie mówiłeś - widziałem, że jest już lekko wkurzony ale nie przestawałem drążyć tematu. - Masz wiele tajemnic.
     - Nie chce litości - odpowiedział, łagodniejszym głosem. - Zniosę wszystko oprócz takiego spojrzenia. - Spojrzał na mnie. - O właśnie takiego. - wskazał na mnie palcem.
     - Serio cię obchodzi co ludzie myślą?
     - To najmądrzejszy człowiek jakiego znałem, tylko do niego chodziłem po rady.
     - Przecież to ciągle twój tata, ten sam człowiek.
     - Ludzie patrzą na niego...
     - To nie ma znaczenia - przerwałem mu. - Liczy się to co ty robisz.
     - Chodzi przy ludziach bez spodni! - krzyknął.
     - I co? - wzruszyłem ramionami.
     - To wstyd.
     - On musi czuć, że nic się nie zmieniło, że jest dla ciebie tym kim był.
     - Możemy przestać o tym gadać?! - odwrócił wzrok.
     - Jasne, nie rozmawiajmy o uczuciach - zmrużyłem oczy.
     - Staram się - odpowiedział, a ja miałem zamiar uderzyć go w ten pusty łeb.
     - Coś jest nie tak? - zapytałem. - Dziwnie się zachowujesz. Chodzi o tamtą noc?
     - O seks? To nie ma znaczenia.
     Wtedy mnie coś zabolało. Poczułem skurcz, gdzieś wewnątrz mnie. Spuściłem głowę na dół, by nie mógł zobaczyć mojej twarzy. Nie wiedziałem co to za uczucie, ale nie było miłe.
- Racja - mruknąłem. - To nie ma znaczenia.
~
Chanyeol
     To było najcięższe kilka dni w moim życiu. Nie chciałem żeby Baekhyun dowiedział się o moich sprawach rodzinnych, a tym bardziej o nawracającej chorobie ojca.
     - Hej, zajmiesz się tatą jak pojadę na zakupy z Layem? - zapytała Sooyoung, która właśnie weszła do kuchni.
     - Pewnie - odpowiedziałem i wyjąłem zimny sok w kartonie, po czym usiadłem obok Soo.
     - Kiedy znów zobaczymy Baeka?
     - Nie wiem - powiedziałem pod nosem.
     - Co jest? - widziałem zmartwienie na jej twarzy. - Pokłóciłeś się z chłopakiem?
     - To nie jest mój chłopak.
     - Nie kłam, wszystko słyszałam. Ściany mają uszy.
     - Nie jesteśmy razem. Dość, nie będę o tym rozmawiał. - wstałem gwałtownie i zostawiłem Soo samą w kuchni, kierując się do mojej sypialni.
     Niestety Sooyoung się tak łatwo nie poddaje i poszła za mną, wypytując mnie o wszystko szczegółowo.
Baekhyun
     Przeszukałem wszystkie możliwe pokoje, łazienki, nawet wróciłem się na ten cholerny klif by sprawdzić czy gdzieś po drodze nie upadł. Tak, zgubiłem eyeliner, a bez niego ani rusz, na dodatek był dość drogi.
     Szukałem od rana i nigdzie nie było, zacząłem nawet podejrzewać Laya o kradzież, ale szybko to sobie wybiłem z głowy. Tylko Chan wie o mojej obsesji na punkcie kosmetyków. Chodziłem również za psem Sooyoung i podpatrzyłem gdzie zanosi wszystkie swoje zabawki. Gdybyście widzieli minę Laya, gdy wychodziłem z psiej budy. Oczywiście tłumaczyłem mu, że to za sprawą eyelinera, a on tylko się zaśmiał i poszedł. Dupek.
     Został mi tylko jeden pokój do przeszukania. Sypialnia Chanyeola. Bałem się tam wejść po naszej małej sprzeczce, ale musiałem znaleźć moją zgubę. Zakradłem się, gdy nikt nie patrzył i wtargnąłem na obce terytorium. Zacząłem przeszukiwać wszystkie szafki, komody, nawet pod dywan zajrzałem, ale nic.
     Miałem już wychodzić, w pełni zrezygnowany gdy usłyszałem czyjąś rozmowę i coraz głośniejsze kroki zbliżające się do pokoju.
     Wpadłem w panikę, nie chciałbym być posądzony o przebywanie w pokoju Chana bez pozwolenia, jeszcze by sobie coś ubzdurał. Zacząłem szukać miejsca gdzie mógłbym się ukryć. Miałem zamiar nawet wyskoczyć przez okno, ale mógłbym sobie coś zrobić, wolałem nie ryzykować.
     Szybko rzuciłem się na ziemie i wczołgałem pod łóżko Chana, mam nadzieję, że tu mnie nie zauważy.
     Drzwi się otworzyły, a do pokoju wszedł Yeol, a za nim Sooyoung.
Chanyeol
     Soo nie dawała mi spokoju, chodziła za mną w kółko. W końcu postanowiłem trochę odpocząć i ruszyłem w stronę swojej sypialni z nadzieją, że się odczepi. Jednak się myliłem, cały czas za mną szła i męczyła.
     - Przyjacielski seks? - zapytała z kpiną w głosie. - Jesteś w collegeu? - trzasnęła drzwiami.
     - To nie ma znaczenia - wzruszyłem ramionami.
     - Czemu? - zapytała, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
     - Nie lubimy się w ten sposób.
     - Usiądź, porozmawiamy - zaproponowała.
     Tak jak powiedziała tak zrobiłem, usiadłem na łóżku, a tuż obok mnie Soo.
     Westchnąłem głośno, miałem dość tej rozmowy, chciałbym żeby wyszła, ale wiem, że tak łatwo się nie odczepi.
     - Czego ci jeszcze brakuje? - zapytała.
     - Nie chodzi o Baekhyuna.
     - Przyjaźnicie się, nigdy nie widziałam się szczęśliwszego - poklepała mnie po policzku.
     - Ale ja nie lubię go w taki sposób - odrzuciłem jej dłoń.
     - Uprawialiście seks.
     - To fizyczne zbliżenie.
     - Nie byłeś tak głupi od czasu tatuażu z cukierkiem, Chan - powiedziała, a jej twarz zmieniła się z miłej siostry na groźną. - Nie wymieniłeś żadnej wady! - krzyknęła, uderzając mnie w ramie.
     - Nie mógłbym z nim chodzić, on nie chce mieć chłopaka - odpowiedziałem. - Ma problemy ze sobą, myśli, że żyje w jakiejś chorej bajce, a ja musiałbym je rozwiązać. Na dodatek ma bzika na punkcie eyelinera, wiesz, że nawet z nim śpi?
     - Wszystko byleby nie przyznać, że jesteście dla siebie stworzeni - znów uderzyła mnie w ramie.
     - Po co ja z tobą rozmawiam, było miło.
     - Chan...
     Nie zdążyła dokończyć, gdy wyszedłem i trzasnąłem głośno drzwiami.
~
Baekhyun
     Słuchałem tego wszystkiego przygryzając wargi. Nie mogłem uwierzyć, że Chan tak o mnie myśli. Znów to dziwne uczucie, jakby ktoś mnie wykorzystał i porzucił. Nie płakałem, płacz jest dla słabych, ale czułem się oszukany. Zaufałem mu, powierzyłem mu wszystkie sekrety. Myślałem, że tym razem będzie inaczej, że jednak coś dla siebie znaczymy.
     Gdy Sooyoung wyszła za Chanem, wyczołgałem się spod łóżka, wiedziałem co muszę zrobić. Wyszedłem z sypialni kierując się do pokoju gościnnego.
~
Chanyeol
     Gdy już w końcu Soo przestała mnie nękać i trochę się uspokoiłem, zrobiłem nam wszystkim kolacje. Siedzieliśmy wszyscy przy stole i wspominaliśmy stare, dobre czasy. Nie było tylko Baekhyuna, dziwne, nie widziałem go od południa.
     - Chan, patrz na to - Lay podstawił mi przed twarz zdjęcie małej Soo.
     - Wyglądała uroczo w stroju wróżki - zaśmiałem się.
     - Oddawaj to - Soo rzuciła się na nas, wyrywając zdjęcie z dłoni Laya.
     Wtedy przyszedł Baekhyun, a za nim walizka. Co mnie trochę zdziwiło. Dobrze wie, że wylatujemy za dwa dni.
     - Hej, czekaliśmy na ciebie - uśmiechnęła się Sooyoung.
     - Dzwonili z pracy, muszę dziś wracać - powiedział Baek.
     - Dziś? - upewniła się Soo.
     Baek jedynie kiwnął głową.
     - Jest czwarty lipca - powiedziałem. - odwiozę cię na lotnisko.
     - Nie, nie trzeba - Baek uśmiechnął się. - zadzwoniłem po taksówkę, zaraz tu będzie. Dziękuje wam za wszystko, było naprawdę świetnie.
     Podszedłem do Baekhyuna.
     - Wszystko w porządku? - zapytałem.
     - Ta, w porządku - odpowiedział, ale nie patrzył mi w oczy.
     - Zostań, Baek - złapałem go wzrokiem.
     - Naprawdę muszę iść - powiedział, zabrał walizkę i wyszedł.
     Odprowadziłem go wzrokiem do drzwi, po czym spojrzałem na wszystkich przy stole. Wzruszyłem ramionami i usiadłem z powrotem na swoje miejsce.
Baekhyun
     I o to jestem. Wychodzę właśnie z lotniska, obok mnie przechodzą nieznane mi twarze. Może Chanyeol miał racje? Żyje we własnym świecie gdzie liczę, na księcia z bajki, który zabierze mnie z tego koszmaru na białym rumaku. Może miał racje z eyelinerem, w końcu kto normalny zabiera taką małą bezwartościową rzecz wszędzie gdzie idzie? Miał również racje z tym, że mam problemy ze sobą. Ciągle łudzę się na szczęśliwe zakończenie, takie jak w komediach romantycznych, a dostaje tylko złamane serce.
     Dźwięk smsa przerwał moje przemyślenia. Zdążyłem przeczytać, że od Chanyeola, a potem bez skrupułów ją usunąłem.
     Wyłączyłem telefon po czym rzuciłem go na komodę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz