Baekhyun
Ból. Jedyne co w tej chwili czułem to ból, rozchodzący się po całym moim ciele, a szczególnie w dolnych partiach. Uchyliłem powoli powieki, by po chwili zaraz je zamknąć, przez jasne promienie wpadające przez wielkie okno. Przewróciłem się na drugi bok by wtulić się w poduszkę i spać dalej. Objąłem coś dużego, nie byłem w stanie sprecyzować co to dokładnie jest, więc nie przejmując się tym, wtuliłem się jeszcze mocniej.
Po chwili jednak zacząłem kontaktować, coś jest nie tak. Uchyliłem nieprzytomnie powieki. Byłem wtulony w czyjś tors, to na pewno był tors, nagi na dodatek. Podniosłem się jak oparzony, wpatrując się w osobę śpiącą tuż przy moim boku. Sehun. Sehun w samych bokserkach smacznie śpiący jakby nigdy nic. Co się tu dzieje. Złapałem się za głowę, mierzwiąc swoje włosy.
Próbowałem sobie przypomnieć wczorajszą noc. Początek pamiętałem idealnie, przyjście do klubu, drink za drinkiem, jakiś koleś próbował się do mnie dobrać, potem taniec, czyjeś ręce i łazienka...
- O kurwa - mruknąłem sam do siebie.
Pieprzyłem się z Sehunem, w łazience w jakimś klubie. Pieprzyłem się z ledwo spotkanym kolesiem, no dobra to akurat nic nowego patrząc na moje życie, ale co będzie jeśli Chanye...
Zaraz co? Czemu przejmuje się zdaniem tego debila. Nie powinno mnie to obchodzić. Nie jesteśmy razem, nie byliśmy i nie mamy zamiaru. Nasz układ również dobiegł końca. Nie powinienem zawracać sobie głowy tym dupkiem.
Zaraz co? Czemu przejmuje się zdaniem tego debila. Nie powinno mnie to obchodzić. Nie jesteśmy razem, nie byliśmy i nie mamy zamiaru. Nasz układ również dobiegł końca. Nie powinienem zawracać sobie głowy tym dupkiem.
- Żyje w bajce - prychnąłem pod nosem. - jasne, panie odstające uszy.
Już planowałem się podnieść, gdy do moich uszu dobiegł bliżej nieokreślony dźwięk. Proszę tylko nie to. Odwróciłem głowę w drugą stronę. No kurwa, co tu się dzieje.
kilka godzin wcześniej...
Chanyeol
- Łazienka... - tylko tyle zdołałem usłyszeć zanim się rozłączył.
Mały, wredny... ugh. Nie mogę nawet znaleźć na niego dobrego określenia. Nie widzieliśmy się tylko kilka dni, a coś czuje, że nieźle narozrabiał. Pobiegłem szybko w stronę łazienki, po drodze taranując kilka tańczących , a raczej obmacujących się par. Nie wiedziałem skąd Baek miał telefon Sehuna i chyba nie chciałem wiedzieć.
Gdy tylko wbiegłem do łazienki zauważyłem Baekhyuna leżącego na środku przejścia z telefonem Sehuna w dłoni. Miał rozmazany makijaż, a jego włosy były w kompletnym nieładzie. Był kompletnie pijany.
- Channie - wykrzyczał i rozłożył ręce w moją stronę. - Kopę lat - wyszczerzył się.
Złapałem go w pasie i przerzuciłem sobie przez ramie. Usłyszałem tylko cichy chichot, a po chwili poczułem klepanie po tyłku.
- Masz takie seksi pośladki, wiesz?
- Przestań się wygłupiać. Skąd masz telefon Sehuna? - zapytałem kierując się w stronę wyjścia.
- To bardzo miły chłopak, poznaliśmy się na parkiecie, ma lepsze pośladki od twoich - zachichotał.
Podrzuciłem go lekko, na co usłyszałem lekki jęki. Cierp, za grzechy.
- Robiliście coś? - wolałem się jednak upewnić.
Jako odpowiedź znów usłyszałem chichot.
Gdy miałem otwierać drzwi od taksówki, która właśnie podjechała, usłyszałem wołanie. Wepchnąłem Baekhyuna na tylne siedzenie i odwróciłem się w stronę biegnącego w moją stronę Sehuna.
- Stary, gdzie byłeś? Szukałem cię wszędzie - zapytał mnie cały zdyszany.
- Ty mnie szukałeś? - uniosłem brwi. - to ja przeszukałem cały pierdolony klub za tobą.
Wyciągnąłem telefon Sehuna i wepchnąłem mu go w dłonie.
- A to chyba twoje.
- S-skąd to masz? - wyjąkał, patrząc na mnie podejrzliwie.
- Baekhyun, kojarzysz może to imię? Pieprzyliście się? - złapałem Sehuna za kołnierz i przygwoździłem do najbliższej ściany unosząc pięść.
- Stary spokojnie - uniósł ręce w geście obrony.
- Skąd Baekhyun miał twój telefon?
Widziałem zmieszanie w jego oczach. Był przestraszony, dobrze wiedział, że z łatwością mógłbym go uderzyć.
- Poznaliśmy się przy barze, piliśmy razem, nic więcej. Telefon najwidoczniej musiał upaść.
Puściłem go, a ten zaczął się poprawiać. Coś mi tu nie grało. Baekhyun mówił co innego, Sehun również co innego. Nie wiedziałem czy to Baekhyun z nadmiaru alkoholu kłamał czy mój najlepszy przyjaciel.
- Wsiadajmy - powiedziałem, kierując się do taxi.
Już po kilku minutach byliśmy u mnie. Sam wniosłem Baekhyuna na górę, nie pozwolę żeby ktoś go dotykał, a znając Sehuna zacząłby go obmacywać, biednego nieświadomego Baekhyuna.
- Na pewno ci nie pomóc? Jesteś trochę pijany, pewnie ci ciężko- złapał Baeka za pośladek.
Szybko odtrąciłem jego rękę.
- Jeszcze raz go dotkniesz, a powieszę cię za jaja na świątecznym kominku - zagroziłem.
Usłyszałem cichy śmiech.
- Co znowu?
- Zależy ci na nim - uśmiechnął się.
- To tylko przyjaciel, a ja dbam by żaden zboczeniec twojego pokroju się do niego nie dobrał.
Sehun odwrócił wzrok i spuścił głowę. Zachowywał się zupełnie jak w liceum, gdy chciał przede mną ukryć, że dziewczyna ze mną zerwała dla niego. Potem pojawił się niejaki Jeon Jungkook i Sehun stracił dla niego głowę, potem ten mały złamał mu serce i od tej pory Sehun jest typowym ruchaczem wszystkiego co żywe.
Położyłem Baekhyuna na moje łóżko, rozebrałem go zostawiając tylko bokserki i założyłem mu luźną koszulkę, którą znalazłem w szafie i zacząłem się przebierać, kątem oka zauważyłem, że Sehun również poszedł w moje ślady.
- Spisz na kanapie w salonie - rzuciłem w niego kocem, by miał czym się przykryć. Co jak co, ale jestem dobrym przyjacielem.
- Co? Sehun jakby nie zrozumiał o co mi chodzi. - Stary, na tym łóżku zmieszczą się jeszcze twoi sąsiedzi, a ty mnie wysyłasz do salonu? - wskazał na łóżko.
Miał rację, łóżko było bardzo duże, spokojnie byśmy się wyspali we trzech, ale wolałem nie ryzykować co do ich dwójki. Jeszcze tego brakowało, żeby spali w jednym łóżku.
- Problem - poklepałem go po poliku.
- Dupek - mruknął, że ledwo go usłyszałem.
- Co? Chcesz spać w wannie?
- Śmieszne - na jego twarzy wyskoczył grymas. - Uważaj Baek - skierował się do nieprzytomnego chłopaka. - To niewyżyty królik - wskazał na mnie.
Rzuciłem go najbliższą poduszką, dostał idealnie w twarz. Brawo Chan.
- Idź już, bo dostaniesz czymś mocniejszym - wskazałem na swoją pięść.
Sehun
Spać na kanapie, wredny dupek. On będzie tam smacznie spał ze swoją królewną, a ja mam cisnąć się na kanapie? Niedoczekanie. Wziąłem szybki prysznic, przebrałem się, w między czasie wykradłem kilka rzeczy z lodówki Yeola i skierowałem się do sypialni. Ostrożnie sprawdziłem czy śpi. Ale najwyraźniej spał, chyba, że to Baek tak głośno chrapie, w co wątpię. Położyłem się koło słodko śpiącego Baekhyuna, a ten od razu zaczął się we mnie wtulać, no pięknie. Nie dość, że dostanę za spanie obok Baeka, to jeszcze za molestowanie, choć to raczej on mnie molestuje. Próbowałem zasnąć, ale przez dłuższy czas nie mogłem uspokoić myśli. Pieprzyłem Baeka, najlepszego przyjaciela Chana i nawet kogoś bliższego. Tak, zauważyłem, że między nimi jest coś więcej, sposób w jaki Chan obchodził się z Baekhyunem, czy nawet sposób w jaki o nim mówił. Gdybym tylko wiedział wcześniej, że to ten Baekhyun. Nie ruszyłbym go. Choć w przeszłości kradłem dziewczyny Yeola, a czasem nawet poruchałem i zostawiłem, nie zrobiłbym tego teraz. Dorosłem, choć trudno w to uwierzyć. Co prawda nadal lubię poruchać, ale nie zrobiłbym tego mojemu najlepszemu przyjacielowi. Jestem w dupie.
Baekhyun
Co ja robię w łóżku z Chanyeolem i Sehunem? Czemu mam na sobie czyjąś koszulkę. Co tu się kurwa działo, nigdy więcej imprez Baek, nigdy. Najciszej jak potrafię, zszedłem z łóżka i na palcach skierowałem się do łazienki. Przemyłem twarz zimną wodą z nadzieją, że coś sobie przypomnę, niestety pustka. Ujrzałem swoje odbicie w lustrze i to nie był dobry pomysł. Wory pod oczami, włosy rozczochrane na każdą możliwą stronę i odstraszający makijaż. Gdy już doprowadziłem swoją twarz do ładu zacząłem się rozglądać za ciuchami, niestety nigdzie ich nie było. Albo Park to zrobił specjalnie, albo ma zjebane kryjówki. Zacząłem grzebać w walizce Sehuna. Tak myślę, że jego bo po co Yeol miałby trzymać ciuchy w walizce? Znalazłem w miarę dobrą koszulkę i jeansy, co prawda były trochę za długie, ale w pasie pasowały idealnie. Mam nadzieje, że Sehun się nie obrazi. Zabrałem swój telefon, co było trudnym wyzwaniem, gdyż telefon leżał między śpiącym Chanyeolem, a Sehunem. Gdy w końcu udało mi się wziąć moją zgubę nie mogłem powstrzymać chęci i włączyłem aparat. Zrobiłem kilka zdjęć, jakby chcieli mi poskoczyć mam na nich haka. Ułożyłem rękę śpiącego Oh na pośladku Yeola i znów zrobiłem zdjęcie. Tak, jestem genialny. Zacząłem się chichotać sam do siebie wychodząc z sypialni. Może nawet będzie z tego jakiś magazyn? Park Chanyeol ma nową kochankę. Znów się zaśmiałem. Nawet za te wszystkie słowa Parka, ja nie jestem taką świnią i zdjęcia zachowam dla siebie, no może wstawię na twittera, niech cierpi.
- Baekhyun? - usłyszałem za sobą.
Kurwa, niech to.
Odwróciłem się w stronę łóżka.
- Chanyeol - uśmiechnąłem się niepewnie - Ja już wychodzę, nie przejmuj się mną, śpij dalej - odwróciłem się na pięcie i skierowałem w stronę wyjścia.
Słyszałem za sobą kroki, a następnie poczułem mocne szarpnięcie za nadgarstek. Yeol pchnął mnie na ścianę, łącząc nad głową moje nadgarstki.
- Nigdzie nie idziesz.
- Yeol, puść mnie - szarpałem się.
- Unikasz mnie. Możesz mi wyjaśnić czemu? - zbliżył swoją twarz bliżej mojej.
Bo jesteś dupkiem.
- Nie unikam cię skąd ten pomysł?
- Nie odbierasz moich telefonów, nie przychodzisz do pracy, nawet nie chcesz ze mną rozmawiać i... - złapał moją brodę. - unikasz kontaktu wzrokowego, gdy do ciebie mówię. - puścił moje nadgarstki i uderzył pięścią w ścianę tuż obok mojej głowy.
- Nie bijcie się - usłyszałem.
Obaj odwróciliśmy wzrok w stronę Sehuna, wychodzącego z sypialni.
- Spałeś z nim? - znów spojrzał na mnie.
- Tak - powiedziałem patrząc na Sehuna, który przyglądał się całej naszej rozmowie.
Yeol znów uderzył pięścią w ścianę. Po czym ruszył w stronę Sehuna, otworzyłem szeroko oczy.
- Ufałem ci - krzyknął w stronę Sehuna i oddał pierwszy cios.
Zaczął go okładać pięściami, a ja tylko się przyglądałem ze starem w oczach. Gdy Sehun upadł, coś we mnie pękło, podbiegłem do Yeola i próbowałem go odciągnąć.
- Przestań! - krzyczałem.
Złapałem go za głosy, a drugą ręką próbowałem powstrzymać ciosy mierzone w Sehuna.
Park w końcu oderwał się od Sehuna. Szybko podbiegłem do niego by zobaczyć w jakim jest stanie. Miał rozcięty łuk brwiowy, z nosa leciała krew i wszędzie był poobijany.
- Co w ciebie wstąpiło? - krzyknąłem w stronę Park.
- We mnie? To nie ja daje dupy, jak jakaś dziwka - również krzyknął.
- Co cię to obchodzi, przecież nie jesteśmy razem - chciałem uderzyć Yeola w policzek, lecz ten był szybszy. Złapał moją rękę i odepchnął przez co upadłem.
Chanyeol po chwili uświadomił sobie co zrobił. Podszedł do mnie.
- Baekhuyn - ściszył głos. - przepraszam.
- Zostaw mnie - odepchnąłem go i wstałem. - Chyba nie chcesz mieć do czynienia z kimś kto ma ze sobą problemy i myśli, że żyje w chorej bajce?
- Słyszałeś...
- Tak słyszałem, wszystko, a teraz wybacz, wychodzę.
- Czekaj.
Byłem zdeterminowany, chciałem wyjść ale nie mogłem. Byłem ciekawy co mi powie.
- Przepraszam, mówiłem tak, żeby siostra się odczepiła.
- Myślałem, że się przyjaźnimy - podszedłem bliżej. - Ale przyjaciele się nie obgadują. To znaczy, że nigdy nimi nie byliśmy. Chciałeś tylko dostać się do mojego tyłka - rozłożyłem ręce.
- Co?!
- Wykorzystałeś okazję.
- Taką mieliśmy umowę, sam tego chciałeś - bronił się.
- Myślałem, że jesteś inny. Jesteś taki sam jak wszyscy, na dodatek pobiłeś swojego najlepszego przyjaciela - wskazałem na Sehuna, który jakimś cudem zdołał doczołgać się na kanapę.
- Jestem twoim przyjacielem, a nie chłopakiem!
- Dziękuje, za takich przyjaciół. Dupek - powiedziałem i wyszedłem.
Chanyeol
Stałem tak jeszcze chwilę.Zostawił mnie, tak po prostu wyszedł. Nie mogłem uwierzyć, co się właśnie stało. Pobiłem własnego przyjaciela, tylko dlatego, że przespał się on z innym przyjacielem. Na dodatek zraniłem ich obu.
- Mógłbyś mi pomóc jak już się pogodziliście? - doszedł do mnie głos Sehuna.
- Nie jesteś na mnie zły? - usiadłem obok niego na kanapie, przystawiając mu chusteczki do nosa.
- Stary, nie jesteś pierwszym, ani ostatnim kolesiem, który mnie pobił, za to, że pieprzyłem jego drugą połówkę.
Zaśmiałem się, choć byłem cholernie zły na ich obu. Nie mogłem się długo gniewać, Sehun to mój najlepszy przyjaciel, a mnie z Baekhyunem nic nie łączy.
- To tylko przyjaciel - wymamrotałem. - były, przyjaciel.
Baekhyun
Nie miałem pieniędzy na taxi, świetnie. Musiałem wracać na nogach. Pogoda odzwierciedlała mój humor. Niebo było całe w czarnych chmurach, a pojedyncze krople zaczęły spadać na moją twarz. Jeszcze rano było tak pięknie. Intensywnie o wszystkim myślałem, nawet nie zauważyłem kiedy krople deszczu zaczęły się mieszać z moimi łzami. Moje słowa poszły się jebać, płacze. Jestem słaby i na dodatek zaczynam wierzyć, że mam problemy ze sobą
~
- Wyjdziesz za mnie?
- Jasne, że tak.
Popijałem zimne piwo z lodówki oglądając jakiś marny romans. Tandeta. Miłosne komedie są takie sztuczne, miłość w prawdziwym życiu przynosi więcej bólu niż radości.
- Kocham Cię
Nie mogłem dalej słuchać tych słodkich słówek, wyłączyłem telewizor.
~
Wróciłem do normalnych obowiązków. Praca. Wróciłem na swoje dawne stanowisko. Odbierałem ważne telefony, podpisywałem masę papierów. Chciałem zapomnieć o wczorajszych wydarzeniach i wymazać z pamięci Sehuna i Chanyeola. Choć było to trudne, w końcu pracowali w tym samym budynku. Z zamyśleń wyrwał mnie telefon.
- Tak słucham, Byun Baekhyun.
To co usłyszałem nie było wcale miłe. A to dupek.
- Zaraz z nim pogadam.
I takim sposobem znów musiałem stanąć twarzą twarz z tym dupkiem. Chciał zmienić pracę. Nie wiem czy to ma być zemsta, bo przez niego stracę premie, czy kaprys. Ale ja już mu wbije do głowy.
- Gdzie Chanyeol?- zapytałem Sehuna siedzącego na miejscu Chana. Miał opatrunki na całej twarzy. Yeol nieźle go urządził.
- Sesja dla magazynu - powiedział nie odrywając wzroku od monitora. - a co? Chcecie się pogodzić? - zapytał z chytrym uśmieszkiem.
- W twoich snach - prychnąłem i skierowałem się do wyjścia.
- W moich snach robisz gorsze rzeczy - krzyknął, co niestety usłyszałem.
Gdy tylko znalazłem sale na której ma się odbyć sesja, zacząłem szukać tego idioty. Jednak było to trudne, dużo ludzi, jacyś dziwni modele z niewyobrażalnych strojach, które bym nigdy nie założył. W końcu znalazłem. Stał sobie i oglądał kreacje. Dupek.
- Jeśli odejdziesz za nim minie rok stracę premie - krzyknąłem, szarpiąc go za ramie.
- Gdybym odszedł, a jeszcze tego nie wiem, wynagrodzę ci to. Zapłacę ile będzie trzeba - odpowiedział tak lekko jakby spodziewał się mojej obecności. - Szczęśliwy teraz? Dobrze.
Prychnąłem. Chciał odejść ale znów go przyciągnąłem.
- Dlaczego nic nie powiedziałeś? - spytałem z wyrzutami.
- Nie jesteśmy już przyjaciółmi. Sam to mówiłeś. - wzruszył ramionami. - przecież chciałem cię tylko przelecieć, udawałem, że się przyjaźnimy. Pamiętasz? Dlatego otworzyłem się dla ciebie jak przed nikim innym i dlatego zabrałem się do mojego miasta rodzinnego i przedstawiłem rodzinie. Zapłacę ci twoją premie.
- Nie trzeba - rzuciłem i odszedłem.
Chanyeol
Ten dzień był jeden z dłuższych. Gdy tylko skończyłem prace, jak najszybciej odjechałem do domu. Sehun już dawno skończył i pewnie czeka z obiadem. Tak, kogo ja oszukuje. Pewnie wali do gejowskiego porno i popija piwo z lodówki. Moje piwo.
Wszedłem do kuchni i postanowiłem pójść w stronę Sehuna. Wyjąłem piwo.
- Znów pijesz? - zapytał Oh. - codziennie piwo. Co ten chłopak z tobą robi.
Nie zwracając uwagę na słowa blondyna, wykręciłem numer Soo.
- Sooyoung? - odezwałem się
- Hej, Chan! - usłyszałem piskliwy głos.
- Kiedy tata przylatuje?
- Będzie około 5 rano.
- Poprawiło mi się? - wziąłem łyk piwa.
- Ma przebłyski, ale nic więcej. A jak z Baekhyunem?
- To koniec.
- Channie... nie bądź idiotą.
- Tak jak naszej rozmowy, kończę, kocham cię, pa.
Zanim zdążyła odpowiedzieć rozłączyłem się. Nie chciałem by wnikała w moje życie prywatne. Ja i Baekhyun to już przeszłość. Położyłem się spać, jutro rano przyjeżdża mój ojciec, mam się nim zaopiekować przez jakiś czas. Stęskniłem się za nim. Takie spotkanie ojca z synem dobrze nam zrobi. Tylko Sehuna wywalić i będzie idealnie.
~
Baekhyun
- Nie wiem co się dzieje, nie mogę się zebrać do szukania kogoś na jego miejsce - powiedziałem smutno do mamy siedzącej obok mnie.
- Chcesz matczyną rade? - zapytała.
- Chyba nie - uśmiechnąłem się.
- Uf, to dobrze, w końcu co ja o tym wiem - zaśmiała się.
Potrafiła mi poprawić humor choćby samą obecnością.
- Żyjesz w strachu, że popełnisz swoje błędy - dodała. - i słusznie, dlatego ucz się na nich. Książę nie przyjeżdża na białym koniu, nie wybierasz go sobie. Szukasz kogoś na kim możesz polegać. Wiesz kto jest moim księciem?
Spojrzałem na nią pytająco.
- Ty - wskazała na mnie palcem.
- Mamo - uśmiechnąłem się i wtuliłem w kobietę.
~
Chanyeol
Gdy tylko ujrzałem ojca na lotnisku mimowolnie na moją twarz wskoczył uśmiech. Przytuliłem się mocno, choć widziałem go zaledwie kilka dni temu, to i tak się stęskniłem.
- Jestem cholernie głodny, nie podają już jedzenia w ekonomicznej.
Uśmiechnąłem się.
- Wiem tato, pójdziemy po drodze do jakiejś restauracji.
Jak powiedziałem tak zrobiliśmy, tylko był pewien problem. Masa ludzi i zero wolnego miejsca. Czekaliśmy trochę na miejsce.
- Poczekaj tato - powiedziałem i podszedłem do jednej z kelnerek.
- Przepraszam, czekamy już dość długo.
- Niestety, musi pan czekać. Postępuje według zasad i listy gości.
- Dobrze, dziękuje.
Odszedłem w stronę ojca. Najwidoczniej zjemy gdzieś indziej. Tata zniknął. Nie było go tam gdzie kazałem mu czekać. Zacząłem się rozglądać i prawie panikowałem, a jeśli sobie coś zrobi? Zacząłem wołać ale to na nic. Po chwili ujrzałem go, siedział przy jednym ze stolików. Miał na sobie tylko bokserki i koszule. Ludzie patrzyli na niego jak na nienormalnego. Podszedłem do niego.
- Tato.. - zacząłem, czując na sobie wzrok innych.
- Dołączysz? - spytał, jakby nigdy nic.
Zacząłem się rozglądać i myślałem, wtedy przypomniały mi się słowa Baekhyuna. Mówił, że nie powinienem przejmować się innymi, że ważne jest to co ja czuje i myślę. Bez zastanowienia zacząłem ściągać spodnie.
- Przepraszam co pan robi? - podeszła do mnie jedna z kelnerek.
- Stek, poproszę - powiedział mój ojciec.
- Ja to samo - uśmiechnąłem się i już po chwili siedzieliśmy razem.
Czułem, że w końcu nawiązałem pewnego rodzaju więź z moim ojcem, a wszystko to dzięki Baekhyunowi.
- Hyeri, Hyeri - zaczął wołać mój ojciec w stronę obcej kobiety.
Wiedziałem, że jego choroba się nawraca, ale nie chciałem by czuł się inny, dlatego ignorowałem różne dziwne rzeczy.
- Kim jest Hyeri? - zapytałem, gdy już jedliśmy.
- Miłość mojego życia. Ale byłem zbyt głupi, żeby to pojąć. Straciłem ją przez jakąś drobnostkę, chyba nie przestałem jej kochać
- Czemu nigdy o niej nie mówiłeś? - zdziwiłem się.
- Nie mówi się takich rzeczy własnym dzieciom. Mówili, że jesteśmy stworzeni dla siebie, a ja pozwoliłem jej odejść - rozłożył ręce. - Byłem zbyt dumny, by powiedzieć co czuje. Słyszysz od wszystkich, że życie jest krótkie - słuchałem go w skupieniu. - a przez chorobę jest jeszcze krótsze - złapał się za głowę, a ja nie mogłem uwierzyć, że mój ojciec jest świadomy swojej choroby. - Przepraszam. Rozpędziłem się.
- Pamiętasz chłopaka z którym przyleciałem do Busan? - zapytałem
- Tak, co z nim?
- Chyba to zepsułem.
- To napraw.
- Nie będzie chciała gadać.
- Może cię posłucha. Jeśli myślisz, że jest chociaż cień szansy to spróbuj!
- Sooyoung cię napuściła? - zapytałem.
- Kim jest Sooyoung? - zapytał, a mnie znów zmartwił nawrót choroby. - Żartuje.
Zaśmiał się, a ja zaraz po nim.
- Jezus, tato.
~
- Myślałem, że u nas są korki - przerwał ciszę mój ojciec, kiedy staliśmy w ogromnym korku. Tak akurat wtedy kiedy się śpieszyłem. - Nie ma innej drogi? - zapytał, a ja wpadłem na genialny pomysł.
- Tato, taxi zawiezie się pod samo wejście, tam będzie czekał na ciebie Sehun, który cię odbierze, ja muszę coś załatwić.
Już miałem wychodzić, gdy ktoś złapał mnie za ramie.
- Synu.
- Tak tato?
- Powodzenia.
Uśmiechnąłem się i wysiadłem. Zacząłem biec pomiędzy wszystkimi autami. Nie zwracałem na trąbiące auta, biegłem przed siebie. Po drodze wykonałem jeszcze kilka ważnych telefonów, by uzupełnić mój plan
~
- Mamo stoję przy wyjściu, gdzie jesteś?
Stałem znów na lotnisku, czekając na moją kochaną mamę, która postanowiła znów gdzieś wylecieć na jeden dzień. Kochana mamusia.
- Przy facecie w krawacie.
Zacząłem się rozglądać. Ludzi było pełno, nigdzie nie mogłem dostrzec mamy.
- Jest takich pełno, mamo.
Nagle na całym lotnisku rozbrzmiała muzyka. Nie wiedziałem co się stało. Ludzie przestali się ruszać i imitowali posągi. Zacząłem się rozglądać czy przypadkiem nie kręcą tu jakiejś dramy, lecz zamiast kamer zauważyłem Chanyeola. Stał na schodach. Spytałem bezdźwięcznie o co chodzi. Ten jednak tylko wzruszył ramionami.
- Co to jest? - krzyknąłem by Chan mnie usłyszał.
- Chciałeś żyć jak w komedii romantycznej - odpowiedział, szczerząc się w moją stronę. Skinął palcem, a pary wokół mnie zaczęły tańczyć do piosenki Semisonic - Closing Time.
Chan zaczął coś do mnie mówić, lecz muzyka była za głośno.
- Nie słyszę cię - krzyknąłem, a Chan podszedł bliżej.
- Nie przemyślałem tego, w filmach muzyka jest na koniec - zaśmiał się. - Dałem plamę. Bałem się, że będzie jak z moimi rodzicami. Schrzaniłem to.
Dotknął mojego policzka,a ja nie robiłem nic. Patrzyłem mu prosto w oczy i słuchałem.
- Chodź - złapał mnie za nadgarstek i pociągnął na górę.
- Tęskniłem - złapał moją rękę.
- Tęskniłem też. Ale ja naprawdę mam ze sobą problem - przyznałem.
- Ja też - odwróciłem głowę. - Słuchaj mnie.
Uklęknął przede mną.
- O nie, nie, nie - protestowałem.
- Zamknij się, to nie to co myślisz.
- Baekhyun, czy znowu będziesz moim przyjacielem?
- Ale kicz - zaśmiałem się.
- Wiem -odparł. - ale romantyczny.
- Wstawaj.
- Słuchaj, mogę żyć bez seksu z tobą, ale będzie ciężko. Chce odzyskać przyjaciela bo go kocham.
Nie spodziewałem się tak mocnych słów. Są słowa, których ludzie nie powinni rzucać na wiatr, jednym z nich jest słowo kocham. Znałem Chanyeola, aż za dobrze. Wiedziałem, że mówił to szczerze i z głębi serca.
- Pod jednym warunkiem.
- Jasne - odparł.
- Pocałuj mnie - rozkazałem.
- Przy tych ludziach - zapytał, pokazując wszystkich.
- Nie proszę o... - nie dokończyłem, bo przywarł do moich warg.
Objąłem go wokół szyi i od razu oddałem pocałunek. Całowaliśmy się namiętnie, z uczuciem które w nas wrze. Nie obchodził nas w tej chwili świat i ludzie, którzy się w nas wgapiali. Teraz liczyliśmy się tylko my.
- Możecie już iść - krzyknął w stronę tłumu, gdy tylko oderwaliśmy się od siebie.
- Pieprzony bogacz - zaśmiałem się.
- Ale twój pieprzony bogacz.
- Więc co teraz? - zapytałem.
- Pierwsza randka.
W taki właśnie sposób wszystko nam się ułożyło. Jesteśmy z Chanem najszczęśliwszą parą pod słońcem. Relacje Chanyeola z Sehunem również się polepszyły. Choć co prawda mam zakaz chodzenia do klubów przez najbliższe? Hm? Całe życie? Coś takiego. Zdążyliśmy się dogłębnie poznać, nie tylko w łóżku, choć zdążyłem zauważyć, że Chanyeol ma fetysz na mój tyłek. Tylko na mój, bo jeśli spojrzy na czyjś inny, będzie z nim źle.
Nasza pierwsza randka też była idealna. Skromna restauracja. Tak, skromna. Chanyeol tak mówił. Naprawdę była to restauracja w samym sercu Seulu, z pięknym widokiem na rzekę Han. Po całej randce trafiliśmy do łóżka Parka. Przeszkadzał nam trochę jego współlokator, w sumie dwóch. Sehun i ojciec Parka, którzy akurat wtedy chcieli pograć w karty. A niech ich. Mówiłem już kiedyś, że Chanyeol jest niewyżyty? Tak, kupił nowe zabawki. Korek analny z ogonem kota. To będzie dziwny związek, ale kocham go.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz